PLAYLIST

Unknown Artist
"Unknown Track"

9.0

Można nam zarzucić, że nisko w tym roku oceniamy płyty (aż dziw, że żadne maile w tej kwestii do nas nie przychodzą). Ledwie kilka ocen powyżej siedem, całkowity brak ósemek, o dziewiątkach nie wspominając. Jak się domyślacie, wynika to ze zwyczajnej słabości tego roku pod względem muzyki. No ale cóż: o nasze podatki zatroszczył się sam kanclerz Niemiec (dobrotliwie pragnąc ich podwyższenia), na Mistrzostwach Europy wygrywały drużyny wysmakowane w grze defensywnej, wreszcie Tarantino zadecydował o podjęciu się nakręcenia kolejnego Bonda. Ten rok byłby widocznie za dobry, gdyby dodatkowo trafił nam się urodzaj ważnych i pobudzających do namiętności krążków.

Mimo wszystko ustawowo trochę łakoci należy się każdemu, (przeniezależnym) melomanom również. I, uwaga uwaga: nadchodzą. Playlist ten jest zapowiedzią. Ostrzeżeniem. Że jutro pojawi się na Porcys recenzja właściwie-chyba-na-pewno płyty roku. YouknowwhatI'msayin'. Płyta roku? Płyta roku. Ach, jak to brzmi. A co za sobą niesie? W moim przypadku, niekończącą się podjarkę, której półtoramiesięczne nasilenie negatywnie wpłynęło na wypełnianie grafiku czekających na przesłuchanie krążków. To tak się mówi, że nie mogę się od tego oderwać. Zacytuję tu mojego znajomego, piszącego o tej właśnie płycie: "trzy razy dziennie musiałem przesłuchać żeby się dobrze czuć". To żadna przesada: kwestia, czy przez pierwsze parędziesiąt dni kumplowania się z tym albumem nie można się bez niego obyć przez więcej niż dwanaście, czy tylko osiem godzin, jest kwestią indywidualną.

I po co ja to wypisuję? Przecież zza zakrętu wyłoni się zaraz czasie recenzja, gdzie wszystkiego się dowiecie: że ten songwriting, że ten feeling, że te teksty. Nawet nie chodzi o fakt, że niniejszym mówię o tym zespole na Porcys jako pierwszy (choć może trochę, heh). O wiele ważniejsza jest wasza podjarka. Nadzieja. Zniecierpliwienie. Poczujcie je już teraz, później tym lepiej będziecie się delektować absolutem. W zaciszu pokoju, w kuchni, na balkonie, na dachu, w przejściu podziemnym, na dworcu, w Kampinoskim Parku Narodowym, w Pałacu Kultury, kupując owoce (a nawet majonez), będąc do góry nogami, "na bankiecie / w toalecie", trzymając kogoś za rękę, śpiąc. Zawsze i wszędzie, gdy tylko będziecie słuchać jej / rozmawiać o niej / rozmyślać o niej. Tej płycie. Prawdopodobieństwo, że doznacie (ale to doznaaaaaaaacieeeeee) jest wyższe niż kiedykolwiek indziej. Serio, serio. Nawet nie chodzi już o jakość _____, ale jego charakter, miejsce, w które się wpisuje. Będąc konsekwentnie złośliwym, nie pisnę słowa. Idę kontynuować przygotowania do Wielkiej Masakry: po dwóch miesiącach znajomości krążka, kończę ponad tygodniową, eksperymentalną przerwę w słuchaniu go. Oj zabalujem, zmiażdżym. A wy nie zlekceważcie tych słów: oczekujcie.

Jędrzej Michalak    
9 lipca 2004
BIEŻĄCE
John MausScreen Memories
Tame Impala"List Of People (To Try And Forget About)"