PLAYLIST

Toni Braxton
"Take This Ring"

9.0

Kto by pomyślał, że przyjdzie mi zachwycać się singlem Toni Braxton? Bo to przecież wykonawczyni, której twórczość bardziej kojarzy się z obciachem niż jakimiś większymi doznaniami muzycznymi. Na próżno szukać w jej dorobku jakiś niesamowitych singli czy nawet zajebistych refrenów, które wryłyby się w pamięć na dłużej niż te pięć minut. W dodatku Toni spotkało to nieszczęście, że wszystkim kojarzy się wyłącznie z jednym utworem, który zapewne będzie się za nią ciągnął do końca jej kariery. Płaczliwe "Unbreak My Heart" na stałe wpisało się już w ramówkę każdej stacji radiowej, nie pozwalając nam zapomnieć jakiż to wzruszający i piękny kawałek.

W każdym razie wygląda na to, że w końcu szczęście się do Toni uśmiechnęło. Kobita spotkała Richa Harrisona, a ten stworzył dla niej, kolejny już w swej karierze, popowy majstersztyk, który to zapewne jeszcze nie raz zapętli się w moim odtwarzaczu. Właściwie to zbierając do kupy jego zeszłoroczny dorobek (żeby wymienić tylko te dwa najznakomitsze momenty, czyli "1 Thing" i "Get Right"), można śmiało dojść do wniosku, że Rich zupełnie bez hałasu oraz większego szumu stał się obecnie największym wymiataczem w popowym światku. Zresztą od nas i tak już dostał oskara 2005 w kategorii producent, więc to tak tylko w ramach przypomnienia, gdyby ktoś zapomniał. A wspominałem już że "Take This Ring" to formalnie również utwór zeszłoroczny? Podejrzewam, że gdybyśmy się nie spóźnili z tym odkryciem, porcysowy zestaw dwudziestu najlepszych singli roku 2005 uległby wyraźnemu przemeblowaniu.

Przechodząc do konkretów, można powiedzieć, że mamy do czynienia z takim niby "1 Thing" bis. Oczywiście, nie że zrzynka jakaś, tylko te charakterystyczne uderzenie werbla jednoznacznie się kojarzy. Po raz kolejny pomysł ten wypada znakomicie. Toni sobie śpiewa, ktoś tam w tle postękuje, w zasadzie jeszcze nic nadzwyczajnego. Dziewiątkowość singla ujawnia się dopiero w momencie wejścia refrenu. Harrison dokonuje tutaj zadziwiających manipulacji w stereo (słuchawki!); każdy dźwięk dziwnie wibruje, a każde słowo sprawia wrażenie idealnie dopasowanego do muzyki. Człowiek nie nadąża za dźwiękiem, zwyczajnie gubiąc się w tym perfekcyjnym miksie. Gdy znowu powraca zwrotka, czekamy już tylko na zwiastujące refren "But tonight I'm gonnaaa", reszta wydaje się być kompletnie nieistotna.

Zmierzając już ku końcowi; wygląda na to, że Harrison bez względu z kim miałby pracować, jest w stanie zmajstrować porywający singiel o konstrukcji odbiegającej o lata świetlne od tego co nagrywają inni. Teraz pomyślcie sobie o płycie na której zostałyby zebrane wszystkie hity wyprodukowane przez niego. Toż to, jakby nie patrzeć, płyta dziewiątkowa by była i tym samym szczyt rocznego podsumowania. Borys już się zadeklarował, że jeżeli do tego nie dojdzie w najbliższym czasie, to on sam się tym zajmie.

Łukasz Halicki    
12 kwietnia 2006
BIEŻĄCE
SpiritualizedAnd Nothing Hurt
NonameRoom 25