PLAYLIST

The Robot Ate Me
"Tied To The Car"

7.5

Ktoś kiedyś określił jeden z albumów grupy mianem "Kid A w wersji lo-fi". Pomijając już oczywistą różnicę poziomów, stwierdzenie to genialnie oddaje charakter twórczości Robot Ate Me. Zespół od początku kariery prezentuje bowiem recykling najciekawszych prądów współczesnej muzyki około-rockowej, osadzony jednak w konwencji "niezależnego niezalu", czyli cooler than being cool. Poszczególne płyty składu odwołują się do różnych rejonów stylistycznych (od neo-psychodelii do rzewnego emo, plus, od czasu do czasu, zgrabna porcja elektroniki), jednak efekt końcowy zawsze zadowala wszystkim amatorów "niezalu dla samej niezależności", czy uporczywego wyszukiwania coraz to dziwniejszych tytułów w komisowych koszach z przecenami, gdzieś na skraju stanu Waszyngton.

Mimo wszystko, They Ate Themselves, bodaj najlepsza płyta zespołu, to naprawdę solidna pozycja w amerykańskim niezal katalogu, a także w pełni reprezentatywna dla grupy. Trzeba wspomnieć bowiem o jednym, charakterystycznym elemencie, znaku firmowym Robot Ate Me – "specyficznym" humorze. Dowcipy o kanibalizmie, linijki o zgniłym uzębieniu. "They ate themselves / Sliding at the bottom". Jednych może odrzucać, drugich śmieszyć i frapować; szczególnie, gdy Who Will Cut Our Hair When We're Gone? uznają za płytkę więcej niż "dobrą". Ślady pokrewieństwa z Unicorns obecne są także w warstwie muzycznej, choć w takim smakowitym "Tied To The Car" prym wiedzie gitarowy sampling budzący skojarzenia z metodą Menomeny, czy też akustyczny eklektyzm uskuteczniony równolegle na Whitey On The Moon, wsparty mrocznym elektro-bassowym riffem. Jak na zespół funkcjonujący "gdzieś tam z boku", jeśli nie "za całą resztą", Robot Ate Me imponują więc, a jakże.

Patryk Mrozek    
20 września 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019