PLAYLIST

tATu
"Gomenasai"

8.5

Może chcesz o tym porozmawiać? Wiesz, każdemu z nas się może przydarzyć. Siedzisz sobie ze znajomymi, w radiu po raz kolejny Lena i Julia, wszyscy jakby zniesmaczeni, a ty zblazowaną miną z trudem maskujesz błysk w oku. Zastanawiasz się, czy jesteś sam... Cichutkie "Nie no, ja nie mam nic przeciwko" padnie czasami z twoich ust, choć pewnie wolałbyś, by padło gdzieś z offu... Nie wiem, nie znam najnowszych badań Gallupa w tej materii, ale zdaje mi się, iż rosyjski duet to jedna z najczęstszych guilty pleasures światowej muzyki. Bo tak – nie dość, że w żenujący sposób sztuczne, wzięte z castingu, epatujące wyreżyserowaną perwersją (lesbian schoolgirls), to jeszcze "ruskie", co semantycznie ewokuje pojęcia siermięgi i prymitywu.

Tymczasem do tej całej żenady na najnowszej płycie dokładają się tacy giganci jak Billy Steinberg (to ten od Like A Virgin Madonny), The Veronicas (dwie bliźniaczki z Australii), Dave Stuart (ten od Eurythmics), a na basie pogrywa Sting (hmm... ten od Stinga?). Najwyraźniej coś tu nie gra. Czy wręcz przeciwnie – gra fantastycznie. Dwa poprzednie single z płyty były – owszem – przyzwoite i miłe uchu, ale dopiero trzeci, dzieło dwojga rosyjskich kompozytorów, wprawił mnie w zdumienie. Popatrzcie sami. Repertuar jakby mało dyskotekowy, w poetyce "cheek-to-cheek" i w ogóle pościelowej. Konstrukcyjnie rzecz prosta (choć jakże chwytliwa!) i nieskomplikowana, zaledwie parę akordów w C-dur. Za to bardzo wyważona, dopracowana pod każdym względem – przy czym na szczególną uwagę zasługują aranże wokalne. A idzie to tak: zaczynamy spokojnym pianinem, stringi (zaaranżowane notabene przez Richarda Carpentera, połowę wielkiego w latach 70-tych duetu The Carpenters) wchodzą klasycznie, do tego zaś na wysokości 5 taktu rewelacyjnie wpleciona w postaci bonusu zostaje delikatna, snująca się to tu, to tam, elektronika – w sumie mogłoby jej tu nie być, ale stanowi niezłe nawiązanie do teledysku.

Ten ostatni zasługuje na chwilę uwagi i szybkie obejrzenie, bo zaraz zastąpiony zostanie nowym, oficjalnym, z pewnością nie lepszym. Ów zagrożony klip to słodka, anime'owa (tytułowe "Gomenesai" to japońskie "przepraszam") opowiastka z kreskówkową Julią w roli głównej – oraz z mnóstwem rewelacyjnie wplecionych nawiązań do różnych dzieł popkultury: Star Wars – Episode II, Blade Runner, seria Bonda, Ghost In The Shell... Przypomniał mi się też Generał Daimos (ta forteca, no nie?)... O rany, tym ostatnim to się serio wzruszyłem, choć raczej ze strony autora było to niezamierzone. Umówmy się, Daimos był japońską klasą B. A ja i tak... dziękuję bardzo i szczerze polecam, a za ten chwilowy teledysk dorzucam na zachętę jeszcze jeden punkt – z bardzo dobrego 7.5 robiąc świetne 8.5. Na zdarowie!

Marcin Wyszyński    
21 kwietnia 2006
BIEŻĄCE
Porcys Składak: Four Tet
Four TetNew Energy