PLAYLIST

Taconafide
"Tamagotchi"

1.5

Wojciech Chełmecki: Pojawiły się głosy, że oto tych dwóch ubabranych w fejmie chłopaczków ma problem, bo to zły moment na premiery, bo PRO8L3M. Otóż nic bardziej mylnego: to są ich najlepsze dni, to są tłuste dni pokolenia (rzyg) które nie ma nic do powiedzenia mentalnej sieczki, pogrążonego w głębokim kryzysie celu. Każde pokolenie ma własny czas, z tym że to obecne z czasem właśnie jest na bakier, bo nadmiar opcji i mnogość seriali na Netflixie (jest i follow-up, luzerzy i luzerki) wysysa z niego zdolności do refleksji poważniejszych niż płyciutkie w gruncie rzeczy SZPRYCOWANIE się nostalgią. Kiedyś formą ucieczki od podejmowania decyzji był okołopunkowy bunt, chwilę później zielsko i gry komputerowe, dziś na korporacyjnym dorobku późnego kapitalizmu nastała era świetnie wyglądających na zdjęciach, EGZOTYCZNYCH eskapad, piątkowych wypadów na krafta i sobotniej siłki. Podobno mamy jednak herosów, którzy w tych trudnych czasach kryzysu tożsamości dadzą nam chociaż ten komfort bycia reprezentowanym.

IDE TAM GDZIE IDE
TACONAFIDE

Chwila chwila, ziomek, nie tak prędko. Nie zrozumcie mnie źle, niech se każdy sterem, każdy sobie rzepkę, każdy jest inny i "nie znam kurwy nie ubliżam", NO ALE. Czy do zostania wyrocznią dla umęczonych dwudziestoparolatków trzeba dziś kilku rzuconych bez większego wnikania słów-kluczy w typie smogu, ubera czy śmieciówek albo absolutnie kiczowatego prężenia podróżniczych muskułów? Czy wystarczą nam uderzające w pamięć porównania do kultowych swego czasu zabawek i dżingle z gadu-gadu, by jak pelikan łyknąć sprzedane z nimi wnioski rodem z piaskownicy, dać się omamić topornej produkcji i bez większych obiekcji przełknąć niewydolne punchline'y o Tinderze strzelającym jak pistolet? Czy naprawdę zhappysadyzowany, wyjałowiony, precyzyjnie stargetowany korpo-rap to szczyt naszych percepcyjnych możliwości, skoro osiąga nieporównywalne do niczego w polskiej rapgrze liczby odsłon? HALKO, VETO. Wciąż chcę wierzyć, że nie upadliśmy jeszcze tak nisko, a cały ten pokoleniowy raban to tylko wydumana koncepcja bez pokrycia.

Tomasz Skowyra: "A GDYBY TAK: Quebo nagrał z Taco" – to tytuł próbującego być zabawnym artykułu, który ukazał się na początku stycznia na cgm.pl, zawierającego fikcyjną recenzję albumu duetu znanego dziś jako Taconafide (nazwa spokojnie przebiła IRON MAJDANA). Czytając wtedy ten tekst, nie wiedziałem, że prawa Murphy'ego zadziałają tak okrutnie, bo przecież właśnie na naszych oczach spełnia się przepowiednia, a dobrze wiem, że wszystko mogło się skończyć nieśmiesznym żartem. Trudno o znalezienie jakiegoś pozytywnego aspektu projektu, w którym dwóch tak kompletnie obojętnych mi ludzi robi coś tak obłego i dołującego. Sorry, ale brzmiący jak tania parodia Drake'a "Kłebo", który błyszczy tu mądrościami w duchu Paulo Coelho ("W życiu przecież chodzi o to, żeby głównie żyć, co nie?") to coś, co odrzuca mnie momentalnie, "Fifi" rapujący jakieś farmazony w stylu: "Nasze pokolenie – Tamagotchi / Dziwne urządzenie bada oczy" (w ogóle jego brak charyzmy, to coś, co mnie zwyczajnie przeraża – jaki Elvis? jaki Biggie!?)... Podkład miał zdaje się imitować dźwięki z tytułowego urządzenia, ale chyba sporo nie wyszło. Bieda-refren "krytykujący współczesną rzeczywistość" raczej nie wymaga komentarza, choć oczywiście znajdziecie go na Geniusie (rzadko czytam polską wersję, ale to, co wyrabia się przy "Tamagotchi" sprawia, że niedługo ostatecznie stracę wiarę w ludzi). Nie mogę tego słuchać, a mediom wokół mnie oczywiście całkiem odjebało na punkcie tych bezpłciowych numerów i całego "zjawiska" pod nazwą Taconafide. Stąd też uciekam jak najdalej od tego stockowego, "rapowego" GMO i zalecam to każdemu. Tak to widzę. Idę posłuchać Korteza, żeby uspokoić swoje skołatane nerwy.

Wojciech Chełmecki     Tomasz Skowyra    
24 marca 2018
BIEŻĄCE
DeafheavenOrdinary Corrupt Human Love
Kamasi WashingtonHeaven And Earth