PLAYLIST

Sondre Lerche
"Bad Law"

7.5

Niewiele było mówione przez lata na łamach Porcys o Sondre Lerche. Kim jest ów jegomość i czym się para oprócz zaciętej walki z Josephem Gordonem-Levittem o nagrodę za najbardziej chłopięcą twarz popkultury, pośród mężczyzn urodzonych przed 1983 rokiem? Gdybym miał streścić tę postać w dwóch słowach, powiedziałbym po prostu "świetny songwriter". A szerzej – autor sześciu już płyt (nie licząc soundtracków do filmów; siódma jeszcze tego lata), z których ciężko wybrać jakąś ewidentnie słabą. Norweg od początku swojej działalności pozostaje pod silnym wpływem tradycyjnego, bacharachowskiego songwritingu, jego ulubionym zespołem jest Prefab Sprout (zabawne, że poznał ich twórczość dopiero, gdy porównano go do Paddy’ego McAloona) i chociaż paleta stylów jakimi operuje (od naiwnej, odrealnionej folk-ballady, przez costellowską nową falę, radosny power-pop i rozmaitą rundgrenowszczyznę, aż po charczący indie-rock) jest dosyć szeroka, to zawsze elementem spajającym pozostaje wysoka jakość kompozycji i bogate aranżacje.

"Bad Law" to piosenka rozstaniowa, echo zeszłorocznego rozwodu artysty z norweską modelką i aktorką Moną Fastvold. Ale nie wyobrażajcie sobie tutaj żadnych smętów i mazania się do mikrofonu. Było, minęło – trzeba zapić. I właściwie wszystko mi się tu podoba. W taneczny nastrój od razu wprowadzają chwytliwe handclapy i baunsująca gitka, a po chwili dołącza do tego prościutki, dyskotekowy bit i oscylujący – pomimo treściowego ciężaru – na granicy całkowitej wyjebki wokal Lerche, wskakujący czasami ("It’s a bad, bad law, Geronimo!" – doznałem) w tryb pharrellowskiego falsetu. A żeby nie było zbyt lekko i przyjemnie, ten uśmiechnięty przyjemniaczek wrzuca w kilku miejscach obsesyjnie agresywne i totalnie zaskakujące przy pierwszym odsłuchu, noise’owe wstawki. Cóż – chyba każdy kiedyś, w trakcie "odreagowywania", poczuł nagłą chęć, by solidnie komuś przypieprzyć – podchmielonemu cwaniaczkowi, któremu nie spodobał się sposób, w jaki się patrzysz, barmanowi, który twierdzi, że temu panu już nie lejemy, a czasami po prostu arogancko oceniającej ścianie lub odbiciu w lustrze. I chyba ta dwoistość, ta dysharmonia między nieco bajkową, hurraradosną aparycją wiecznego chłopca a drzemiącym w nim wkurwem fascynuje tu najmocniej. A może to po prostu tak świetna piosenka?

Wojciech Chełmecki    
17 sierpnia 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019