PLAYLIST

Sokół
"Warszawa (T.Love Cover)"

1.0

Wojciech Chełmecki: Co tu dużo mówić, Sokół wziął sobie do serca słowa Muńka, gdy ten opowiadał, że pierwsze zwrotki "Warszawy" napisał w kiblu na papierze toaletowym – zresztą fekalne skojarzenia w odniesieniu do twórczości rapera są całkowicie uzasadnione, gdy ma się w pamięci "syczące pierdnięcie z niedziewiczej dupy". Po plugawym zamachu na Różewicza, Sosnowski wziął sobie na kolejny cel arcydzieło polskiej piosenki i niech Eis jeden ma nas w opiece ("jak skończę rapować zacznę śpiewać jak Muniek"), jeśli to zapowiedź całego cover-albumu. Jeżeli cokolwiek ratuje tę marną próbę narratyzowania wielkiej narracji, to jest to dość generyczny co prawda, ale przyjemny, trip-hopowo zabarwiony bicik DrySkulla. Zmarnowany jednak na tak prostacką profanację prawdopodobnie pójdzie w zapomnienie – wraz z resztkami miłych skojarzeń związanych z postacią Sokoła.

Michał Zagroba: Do dzisiaj nie wiedziałem, że można sprofanować kawałek T.Love, ale widać nie ma rzeczy niemożliwych dla Sokoła, któremu wiele lat temu udało się utytłać w muzycznym szlamie samego Franka Kimono. Remake "Warszawy" miał być neurotyczny, wyszło jednak coś, co może kojarzyć się z robotem przeżywającym "nerwy w ubikacji", i to w slow motion, a jedyną metodą na przyswojenie tego dzieła jest zaprogramowanie mózgu na wersję instrumental. Za podkład odpowiada DrySkull, znany z nieudanej dancehallowej kolaboracji ze śpiewakiem Grizzlee, o której, na marginesie, ten ostatni mówił tak: "Nie chcę zabrzmieć narcystycznie, ale jestem pewien, że nie było takiej płyty na polskim rynku. Z pewnością jest to swoisty powiew świeżości" – można się śmiać. Podkład jest na "pięć zero" – przeciętny underground hip-hop, taki niby mroczny, ale "z melodią", coś jak edIT, czy inny Daedelus, z ambientem zamiast glitchu. Przewiduję, że nic gorszego w akcji T.Love Cover się nie wydarzy, chociaż wyczytałem przed chwilą, że w ten zwolenniczak tilawowców zamieszany był jeszcze Organek, największe beztalencie na polskiej scenie rockowej od czasu Braci Cugowskich, dla którego dno i siedem metrów mułu jest stałym habitatem.

[UPDATE: Posłuchałem Organka i konkuruje. Monumentalnie złe.]

Wojciech Chełmecki     Michał Zagroba    
28 listopada 2017
BIEŻĄCE
Moses SumneyAromanticism
BjörkUtopia