PLAYLIST

Snoop Dogg feat. Pharrell
"Let's Get Blown"

7.5

Paradoks. Tak najlepiej mogę określić mój stosunek do tego utworu. Pharrella Williamsa nie znoszę, Snoop Dogg też raczej moim ulubieńcem nie jest, w dodatku jego próba śpiewania (sic!), którą nam funduje w tym kawałku to po prostu istny koszmar. Mógłbym jeszcze skomentować "rozpuszczone" włosy Snoopa, ale chyba się powstrzymam; warstwa wizualna przecież nieistotna. Wydaje się, że tyle (a jest tego nawet więcej) przemawia za skreśleniem tego utworu i automatyczną zmianą kanału ilekroć pojawia się on w TV. Jednak z jakichś bliżej nieokreślonych powodów tak się nie dzieje; jest raczej wręcz przeciwnie.

Niestety, nic nie mogę poradzić na to, że duet ten po raz kolejny serwuje nam naprawdę smakowity singiel. Co prawda nie dostajemy już tak wymiatającego podkładu jak w "Drop It Like It's Hot". Temu tutaj bliżej raczej do rejonów r&b czy popu, niż avant-hip-hopu. Nawet beat jakiś taki niewyraźny, jedynie pojawiająca się od czasu do czasu partia klawiszowa wydaje się nieco znajoma. Jeśli miałbym jakoś określić klimat utworu, to na myśl przychodzi mi jedynie określenie chill-out, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego wyrażenia (tak, istnieje jeszcze takie). Reasumując, w warstwie muzycznej nie otrzymujemy nic szczególnie porywającego: jest poprawnie, podkład nie nuży.

Przejdźmy do warstwy wokalnej, bo to ona wydaje się najbardziej pociągająca. Zaczynamy od zaśpiewu niejakiej Vanessy Marquez: "Can I get more thrills?", potem oczywiście mamy odpowiedź chcącego-być-sexy Pharrella: "You know you want some more girl, so come on". I tak trzy razy, aż w końcu pojawia się właściwa część refrenu. Pharrell nieco zmienia tonację, pokazuje nam jaki to on potrafi być słodki i wyluzowany. Niby tandetne, wręcz denerwujące, ale to właśnie refren jest tym co sprawia, że pilot od TV jednak nie zostaje użyty. Dalej pojawia się już główna postać tego kawałka, Doggy Dogg. Spiewa nam, że nie może "make up his mind, girl". Trzy wersy kurwicy, dopiero potem pojawia się jego właściwy flow, a ten trzeba przyznać ma ciekawy i bardzo charakterystyczny. W jakiś sposób działa kojąco, kurwica przechodzi. W zasadzie cały utwór funkcjonuje już w takiej strukturze, ze wskazaniem na często powtarzający się refren. A ten jest naprawdę wymiatający. Kolejny raz udało im się i szczerze ich za to nie znoszę. So, can I get more thrills?

Łukasz Halicki    
28 lutego 2005
BIEŻĄCE
Relacja: Tauron Nowa Muzyka 2019
SkeptaIgnorance Is Bliss