PLAYLIST

Robyn
"Dancing On My Own"

7.5

Na początku chciałbym stanowczo zaprotestować przeciwko ogólnemu sceptycznemu nastawieniu do nowych singli i płyt gwiazdek popu. Wychodzę z założenia, że nawet średnia popowa płyta jest ciekawsza niż "całkiem fajna" płyta/singiel kolejnego kolegi Ariela Pinka, no bo sorry – ile można. Dobrze, że się coś dzieje, ale jak dla mnie czasem korzystniej (i ciekawiej) doceniać sporadyczne zrywy w przysypiającym gatunku, niż wylewać morze pochwał w szufladce, w której już i tak ledwo można coś upchnąć. Ściemniam. Każdy wie, że przeceniam pop. Robyn to jedna z moich ulubionych płyt ubiegłej dekady, fanuję samej wokalistce, do "Dancehall Queen" wciąż wracam i uważam za naprawdę udany singiel, a "Dancing On My Own" czasem obsesyjnie repeatuję.

Wciskam play i spotyka mnie monotonne plumkanie basu, którego wyrafinowane arpeggio zalicza tutaj trzy nutki. Nad moją głową podskakują trzy litery – W, T i F, jednak za chwilę przed mikrofon wskakuje Robyn i na tle tego pitu-pitu rzuca klasyczną otwierającą linijka – "Somebody said you got a new friend / Does she love you better than I can?". Nim zdążę się zorientować, że w tej monotonii czai się jakaś metoda, rozgrywa się już dramat. Szwedka nawiązuje do swojego przeboju "With Every Heartbeat", ale rozgrywa całą akcję zupełnie inaczej – tam napięcie rosło w regularnych proporcjach w zwrotkach, a wyczekiwany refren występował w zupełnie innej roli – powtarzane, "wyrzucane z siebie" słowa refrenu to już zatopienie się we własnym bólu, który nie znajduje nigdzie ujścia. Dwóch, pozornie podobnych singli, nie różni tylko tematyka – refren okazuje się świetną okazją do przejęcia akcji utworu – nieoczekiwanie Calrsson wyśpiewuje ujmującą melodię, narzucając tym samym ton zwrotkom, które nagle idą po jej myśli i jak słusznie zauważono na PFM, śpiewa na parkiecie o sobie na parkiecie – zupełnie w jej piosence, wypełniając zastaną monotonię swoimi emocjami. Pomagają jej wszystkie oszczędne środki (w ogóle aranżacyjna oszczędność, od krok od banału, ale jednak niby nie przekraczając tej granicy, to siła jej utworów) – subtelnie wkradają się minimalistyczne stuknięcia klawiszy, a zimna plama włoskiego syntezatorstwa odrabia swoje banalne zadanie obniżania temperatury o parę stopni, wraz z wprost proporcjonalnym podniesieniem poziomu dramatu. Jest jeszcze mostek, który tutaj urzeka mnie najbardziej. Robyn w tym krótkim dialogu z samą sobą, przypomina wtedy o swoich teen-popowych korzeniach, słodko-gorzko wyśpiewując cztery najładniejsze linijki w całej piosence. Dialogu podkreślonym już czysto formalnym zabiegiem – innymi tonacjami i nałożeniem pogłosu na jej wokal, tworząc jednak w ten sposób chórek, który oddaje wewnętrzną harmonię, jaką w końcu osiąga w tej "swojej" piosence – czy raczej jest to walka jej części uniesionej uczuciem, z bardziej uporządkowaną całością – myślę, że należy tutaj pozostawić dowolność interpretacji, bądź z niej zrezygnować, jeśli ktoś nie czuje takiego rozkminiania. "The lights go on, the music dies".

W tej całej italowości skandynawskich piosenkarek, Robyn dumnie zajmuje swoją pozycję – śpiewa utwór, którego nie zaśpiewałaby Sally Shapiro, nie pozwalająca sobie na tak bezpośrednie, emocjonalne wyrażanie uczuć i tak dosłowne dominowanie nad utworem i na którego nie byłoby stać Annie – przypomnijmy sobie "Anthonio", które przejmuje włoską formę praktycznie bezrefleksyjnie, z której nic nie wynika – narracyjnie i kompozycyjnie "Dancing On My Own" jest zwyczajnie singlem znacznie inteligentniejszym. Po Robyn przeżyliśmy (choć jednak raczej się nie przejęliśmy) wysyp śpiewających dziewczyn śpiewających na pokrewnych podkładach, kierujących siebie i swoje utwory do podobnej publiki, jednak żadna z nich nawet nie zbliżyła się do poziomu Robyn, by móc stanowić dla niej jakiekolwiek realne zagrożenie. Nawet jeśli album nie powtórzy sukcesu poprzednika, to i tak sięgnięcie po nią traktuję jak obowiązek – nie trzeba być (aż) Lady Gagą, by wiedzieć, co chce się robić będąc gwiazdką popu.

posłuchaj »

Kamil Babacz    
18 maja 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019