PLAYLIST

Richard Cheese
"Me So Horny" / "Sunday Bloody Sunday" / "People Equals Shit"

8.5

Może wynika to ze słabego rozeznania w nurcie twórczości coverowej, ale w moim odczuciu formuła, którą obmyślił sobie Richard Cheese wypada kreatywnie, jeśli nie nowatorsko. Słowa nie oddadzą raczej śmieszności najbardziej udanych fragmentów projektu, jednak spróbujcie wyobrazić sobie 2 Live Crew w sinatrowskim opracowaniu. Buahah. Tępa i w sumie mało zabawna disco-hopowa, oldskulowa młócka oryginału zyskuje świeże oblicze i nabiera wyrazistości wzbogacona chwytliwym tematem pianina, smykowymi ozdobami i bezbłędnie zrealizowaną vintage'ową melodią, jak z ekskluzywnego występu pieśniarza-weterana w Carnegie Hall. Rozmarzony croon Richarda Cheese'a to już kompletny lol. Po zarejestrowaniu barwy głosu i predyspozycji wokalnych dawałbym mu 95%, że skończy nagrywając standardy piosenki jazzowej, tudzież wskrzeszając dla garstki koneserów zgromadzonych w Domu Kultury balladę spod znaku Scotta Walkera. A koleżka miał to w pupie i sam z tych predyspozycji zaszydził, mistrz. O tym się nie da opowiedzieć, tego trzeba doświadczyć. Gdyby Sławek Uniatowski wykonał taki kawer w Idolu zainteresowałbym się kim jest Sławek Uniatowski.

Mój drugi faworyt to gorąca latynoska adaptacja "Sunday Bloody Sunday", którą, (tutaj) Ricardo Queso subtelnie zaszydził z Bono, patrząc na ten stary klasyk przez pryzmat obecnego political dickheadostwa wokalisty U2. Oj nie byłoby poklasku u Irlandczyków, nikt raczej łezki nie uroni. Dramatyczne liryki jakby nieco tracą na dramaturgii ubrane w sombrero i poprzetykane okrzykami rodem z meksykańskiej hodowli bydła czy też wieśniackiej południowoamerykańskiej dyskoteki (osławione "cziłała" DJa Bobo pojawia się również). Krótko mówiąc: today we fiesta while tomorrow they die!

Równie interesująco spoziera Cheese na utwór Slipknot - "People Equals Shit". Iście Brockowski przekaz Ricardo ukrył tak sprawnie, że nie znający angielskiego kawałek ten zinterpretują z pewnością jako pogadankę o babcinej sukni w zielone grochy. Najłagodniejsze w historii rocka "fucki" przeplatają się z czymś, za co lucyfer najpewniej prześladuje Cheese'a "w metrze i swetrze" - mianowiecie anielsko-błogosławionym zawołaniem "Sata-a-an / One-more-time motherfucker". Same zdjęcia tych rzeźników są niezłe, w połączeniu z "chamską profanką" Cheese'a autentycznie doznaję. Przechadzając się w to leniwe niedzielne popołudnie, chwyćmy się za ręce, młodzi i starzy, i zaśpiewajmy! "Come on motherfucker / Everybody has to die!" A teraz pan miły w cylindrze - "People eaquals shit"! Z werwą, z życiem, świat jest piękny!

Jędrzej Michalak     Michał Zagroba    
4 października 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019