PLAYLIST

Rapture
"W.A.Y.U.H"

5.5

O.K. Mamy takie oto elementy: Rapture bez DFA, Talking Heads z okresu współpracy z Eno, zmiana soundu, WAYUH…uh?. Złóżmy sobie playa!

Nie zaczynaj od muzyki, czyli jak być niezal.

Podstawowym błędem młodych recenzentów jest skupianie się na muzyce, wychodząc z (nie bójmy się tego powiedzieć) błędnego założenia, że po to się jest recenzentem żeby się skupiać na muzyce. Bzdura. Otóż, kluczowym elementem recenzji jest podpis pod recenzją. Innymi słowy jesteś tu po to, by zostać zauważonym. I tak na przykład, mile widziany jest wstęp autobiograficzny, nierzadko ustawiający całą recenzję pod ciebie, a także dający okazje zabłyśnięcia swoją niepospolitą osobowością. Prześledźmy to na przykładzie:

"Ach, Rapture to były czasy! Człowiek był młody, przystojny, gibki umysłowo (myśleliście, że napiszę głupi – niedoczekanie). Znaczy się, to w sumie trzy lata temu było… yyyyy nie ważne. Chodzi o to, że w liceum wtedy byłem no i doznawałem przy "House Of…" czy też innym "Sister Saviour", a przy okazji dawałem okazję innym katując Echoes w szkolnym radiowęźle. Rozumiecie, ja tu sobie antycypowałem całe to zjawisko Indie ______ Nights na przerwach w warszawskim ogólniaku i normalnie żadnego "dziękujemy", "ale fajnie!", "chce mieć z tobą dzieci!", ba, jeszcze znajomi się ze mnie nabijali jak dawałem upust hormonom w radosnym tańcu (przypominam, trzy lata temu tańczenie było not cool). Tak się rodzą zgorzkniali krytycy muzyczni (Porcys)."

A to znacie?

Niestety, recenzja, aby nie sprawić wrażenia dyletanctwa twórcy, musi zawierać pewną treść merytoryczną. Wyjątkiem od tej reguły są tak zwane recenzje konceptualne w przypadku których znajomość zagadnienia może być zerowa, jednakże ten typ wypowiedzi krytycznej wymaga od piszącego specyficznych umiejętności i wyczucia, dlatego też omówieniem tego przypadku zajmiemy się przy innej okazji. Oczywistym jest, że znajomość kwestii jest dla recenzenta sprawą drugorzędną, należy więc podpierać się dostępnymi źródłami zewnętrznymi (patrz dodatek nr I. Rżnięcie tekstów od konkurencji). Wplatanie rzeczowych dygresji może wyglądać tak:

"Dzisiaj raczej nie uświadczysz nastoletniego hipstera, który nie kojarzy dancepunkowych bossów z NYC tak samo jak nie uświadczysz nowego Rapture w katalogu DFA. Lepiej to li czy gorzej? – a skąd do cholery mam wiedzieć?. Skupmy się zatem na konkretach, mianowicie koledzy z Rapure postanowili trochę pomajstrować przy swojej muzyce, co jak wiadomo nam krytykom sprawia niezrozumiałą frajdę ("zwycięskich drużyn się nie zmienia" – well, not in this game). Można sobie zakpić, że panowie zrobili quantum leap z końcówki lat siedemdziesiątych do początku osiemdziesiątych i zabrali się do odkurzania Talking Headsów z okolicy Remain in Light (afrykański groove, rwane gitary, no i żeńskie "podwajanie krycia" na wokalu, raczej nie nastręcza wątpliwości) równocześnie pozostawiając trademarkowy krowi dzwonek i dyskotekowy sznyt."

Hahaha… nie.

Ocena jest newralgicznym punktem każdej recenzji. To w niej krystalizuje się twoja postawa jako recenzenta i to za jej pomocą budujesz swoje "indie cred" w środowisku. Ważne jest abyś za każdym razem odpowiedział sobie na pytania "do kogo piszę?", "co pomyślą sobie odbiorcy?", "jaka ocena będzie bardziej niezal?". Te, z pozoru tylko, skromne kwestie nierzadko przesądzają o wydźwięku jaki spowoduje twoja recenzja. Popisowe dosrywanie i zaskakujące hypownie to umiejętności, których trzeba się uczyć latami, a które procentują w postaci budujących hatemaili i rzeszy zniesmaczonych czytelników. Przykład zblazowanej krytyki znanych i lubianych wykonawców:

"Dobra, ale czy dają radę? Pfff… zasadniczo to in plus jest, chociaż nie porywa ten kawałek. Zdaje się, że jednak zabrakło ojcowskiej ręki DFA, by skondensować pomysły nowojorczyków do postaci melodyjno-tanecznego syropu. Póki co przypomina to nektar – niby smakowite, ale za bardzo rozcieńczone laniem wody, żeby zasłużyć chociażby na miano soku. W wielu domach zapewne pojawi się kwestia: "zaraz, przecież ja już mam Talking Heads?" no i być może "WASJFCIYUHEE… że co?". Reasumując, na parkiecie pewnie się sprawdzi, ja bym jednak chciał coś więcej, jeśli można."

Na koniec przytoczmy słowa Borysa "Szatana" Dejnarowicza: "Eeee, ja to w ogóle nie zaczynam pisać recki dopóki nie jestem pewny, że kogoś nie wkurwię".

Paweł Nowotarski    
18 kwietnia 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019