PLAYLIST

Rambo Amadeus
"Euro Neuro"

4.5

Niektórym potrzebne są emotki, żeby cokolwiek zrożumieć. Komunikat trzeba im wyjaśnić jak sprawy w TVNie. Niech będzie choć mrugnięcie okiem, a jeśli to nie wystarczy – błazeńsko wysunięty język. Kwestia konwencji, cepie, nie zrozumiałeś tego, no to patrz. Niestety taki zabieg zabija cały urok, a robi się jeszcze gorzej, kiedy zbulwersowanym odbiorcom te wskazówki nie wystarczą i należy tłumaczyć dalej jak tępym dzieciom dobry żart. Rambo Amadeus przekonał się o tym aż nazbyt dobitnie. Ale po części sam jest sobie winien.

W tegorocznym konkursie Eurowizji zajął odległe miejsce, ustępując w prestiżowym pojedynku nawet reprezentantowi Serbii. A przecież kiedy zdecydował się na udział, nie tylko w rodzimej Czarnogórze, ale na całych Bałkanach zawrzał medialny kocioł. Antonije Pušić to postać rozpoznawalna, porównywana tam, jak piszą ortodoksi, z Frenkiem Zappom czy Kepetanem Bifhartem. Przezwisko "Car" chyba najlepiej podkreśla jego niepodważalną pozycję na muzycznej scenie. Dobra, powiedzą niektórzy, mówimy o kulturze kraju, z którego na butach wyleciał ostatnio Wielki Śląsk. Zawsze jednak warto wziąć pod rozwagę opinie lokalsów, zwłaszcza, że cenią oni stylizacje Rambo, tak jak Polacy wcielenia Tymańskiego. Parafrazując Pierwszą Krew (z pamięci), ten artysta potrafiłby pożywić się na bobkach górskiego kozła i przeżyć. Jego pierwszy album O Tugo Jesenja to przecież w wolnym tłumaczeniu "Jesienna Deprecha", a termin turbo-folk, który ukuł przy okazji, stał się później serio fundamentem kultury ludycznej, której jedynym naprawdę dobrym produktem okazał się jak dotychczas sex-tape chorwackiej piosenkarki Severiny.

Jak donoszą "Vjesti", jeszcze rok temu po koncercie w Belgradzie, Rambo puszczając oko, zapewniał, że swój udział w branży podsumuje występem na Eurowizji, co skwitowano głośnym śmiechem. A tu proszę…Porzucając żeglarskie ambicje (tytuły wicemistrza krajowych zmagań) popłynął do źródeł. Uderzając w tony bliskie Njegošowi (eh, te cytaty z epiki, pozdrawiam siebie), stwierdził, że nie będzie przecież tchórzem czy mężczyzną bez wąsów i stanie w szranki o europejski wieniec. I tu zaczęły się problemy. Bojąc się, że publiczność pastisz pomyli z patosem Pušić zdecydował się na otwartą parodię. Međugorskim rymom nadał funkcję politycznego manifestu, a wakacyjny teledysk w jego zamyśle podkreślał jeszcze społeczną satyrę. Także po przybyciu do Baku (daruję sobie docinki) nie przestawał z nonszalancją dokazywać, na konferencji prasowej przewracając się pod stół i małpując podczas wywiadu z belgijską telewizją. Gdyby na wstępie konkursu prezentowano hymn, pewnie wyjechałby ten z Borata. Sam występ, mamrotany i jak zawsze w części improwizowany, spotkał się z niezrozumieniem tej połowy europejskiej publiczności, której nie zniechęciła wcześniej nachalnie jajcarska forma, wbrew opinii DiCrescenzo mniej przypominająca Becka, a bardziej Stasia Rozbujnika. Zlekceważywszy jednych, Rambo nie docenił drugich, tych którym niczego na siłę objaśniać nie trzeba. Gdyby to wiedział, wziąłby pewnie przykład z Jurgena Kaczówki, który nie spalił dowcipu i świadomie określając odbiorców, nie rzucił pereł przed resztę.

Wawrzyn Kowalski    
23 lipca 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019