PLAYLIST

Radian
"Shift"

5.5

Wersja A:

Siadasz wygodnie w miękkim fotelu obitym skórą. Zawsze marzyłeś o pokoju przeznaczonym tylko i wyłącznie do delektowania się dźwiękiem. Odchylasz głowę do tyłu i zakładasz nowiutkie, starannie dopasowane słuchawki. Wiązka cienkich kabli spiętych specjalnym, neutralnym izolatorem biegnie po anty-elektryzującym dywanie do inputu profesjonalnego, audiofilskiego sprzętu do odtwarzania kompaktów. Player ustawiony jest ostrożnie na precyzyjnie umiejscowionych względem siebie, porcelanowych podpórkach, zachowujących z kolei bezbłędny kąt dziewięćdziesięciu stopni do metalicznej, wypolerowanej równiutko platformy, amortyzującej najmniejsze (przykładowo spowodowane podmuchem powietrza) wahnięcia zestawu grającego. Możesz się teraz zanurzyć w drobiazgowy, detaliczny świat absolutnie mistrzowskiego soundu Radian.

Każdy szum, każdy szmer, brzęk, trzask, zgrzyt i turkot słychać wyraźnie, tak jak widać obraz na najnowocześniejszym cyfrowym ekranie. Więcej: mikrodrobinki fal sonicznych, nieuchwytne dla ludzkiego ucha, tam są. Produkcja McEntire'a zachwyca szczegółowym, do bólu klarownym, chirurgicznym miksem. Sposób, w jaki koleś nagrał perkusję, odbiera mowę. Pacnięcie za pacnięciem, drumy są namacalne i funkcjonują trójwymiarowo. Bas hipnotyzuje minimalizmem repetycji. Królestwo dzwonków, wirujących ech i klawiszowych teł zamraża w bezruchu. Powiadają, że Juxtaposition, drugi studyjny krążek tego wiedeńskiego tria, reprezentuje renesans post-rocka, kolejną potężną falę inteligentnej muzyki dla odbiorców stęsknionych nowych wydawnictw Tortoise. Można przeczytać w "The Wire", które zresztą leży obok na szklanym stoliku i drga miarowo wskutek wibracji ogarniających pomieszczenie.

Wersja B:

Posiadam w swojej bogatej kolekcji uczciwe zasoby katalogu Thrill Jockey. Część z tych pozycji regularnie odświeżam przy intensywnych naukowych sesjach. Pierwsza płyta Tortoise stanowi automatyczny trop skojarzeniowy. To najbardziej skoncentrowana, wypełniona treścią i trzęsiona groovem muzyka akademicka, jaka kiedykolwiek powstała. Niefortunnie, debiut Tortoise jest cokolwiek osamotniony wśród dokonań zasługujących na podobną deskrypcję. Fani chigacowskiego labela najwyraźniej postrzegają sprawę inaczej. Czekają na następne objawienia sceny około-gatunkowej i radują się, gdy na horyzoncie mignie wykonawca drążący zbliżone rejony stylistyczne. Radian, austriacki tercet eksperymentatorów fakturowo-formalnych, wskazany został jako bieżące ogniwo ponad dziesięcioletniego łańcucha, dla którego kiedyś Simon Reynolds ukuł spopularyzowany później termin.

Szkoda, że szkice zespołu to ledwie patenty przeniesione ze wzmiankowanego wyżej self-titled na dzisiejsze standardy mikrobrzmieniowe, w dodatku błagające o żywotność i moc. Otwierający tegoroczny dysk Juxtaposition utwór "Shift" błądzi jak pan Hilary za okularami, budując napięcie z niczego, z szukania, i nie znajdując w efekcie nic. Warstwy hałaśliwych, prószonych okruchów pogłosu paraliżują bezzasadnością. Bębny uderzają głęboko i donośnie. W sekwencji od 3:10 do 4:15 bas powtarza jedną nutę, modulowany tylko tonalnie w zależności od natężenia, prowokując ćwierćtonową różnicę między tapnięciami. To dopiero uniwersyteckość! Wciąż, "Onions Wrapped In Rubber" czy "Flyrod" robiły dekadę temu niby to samo, a przecież o lata świetlne lepiej. Technika fazowa istnieje w awangardzie od pół wieku. Radian zbawcy post-rocka? Hello people, czy nikogo to nie znudziło? Sterylność, troska o detale, cień współczesnej poważki, garnitury, blabla, nic nowego – post-rock jest martwy.

Borys Dejnarowicz    
19 listopada 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019