PLAYLIST

R. Kelly feat. Usher, "Same Girl" / R. Kelly feat. T.I. & T-Pain
"I'm A Flirt (Remix)"

5.0

Niektórzy powiedzą: pedofil, hedonista, erotoman, beztalencie, narcyz.
Ja powiem: utalentowany muzyk.

R. Kelly od lat budzi skrajne emocje od zachwytu wśród miłośników "czarnej" muzyki do pogardy w gronie niezal-snobów. Co sądzą o nim zwolennicy dźwięków "szatana" wole nie wnikać. Sam nie wiem, do której grupy należę, gdyż z jednej strony dostrzegam w jego dyskografii kawałki poniżej krytyki, z drugiej natomiast przepadam za "Ignition (Remix)" i czekam na wybuch jego sporego potencjału. Z Kelsem bywa różnie, dziś jednak będzie pozytywnie, ponieważ singlowe propozycje z nowego krążka ukazują jasną stronę jego twórczości. Jeśli myślicie, że liczba mnoga z poprzedniego zdania to drzemka korekty, to mylicie się. Znajcie moją dobrą wolę; dziś poczęstuję was podwójną porcją R.Kelly'ego, czy tego chcecie czy nie.

Aperitif:

W tej roli wystąpi "Same Girl" będące wynikiem współpracy Kelsa z Usherem. Teoretycznie nie wróży to nic dobrego, bo niby, co ciekawego mogą nam zaproponować dwaj faceci o patologicznie podwyższonym libido. Na przekór złym rokowaniom, kawałek oferuje sporo atrakcji i nie ma w nim ani grama żenady. Być może nie jest to wielki track, ale wypada docenić wzorcową współpracę wokalną ziomków, delikatne muśnięcia pianina i umiejętnie wplecione ozdobniki. Pomimo tych niewątpliwych zalet, kawałkowi brakuje jakiegoś błysku, który wydobyłby "Same Girl" z objęć poprawności. To tyle, jeśli chodzi o samą muzykę, pora teraz napisać trzy słowa odnośnie udanej oprawy wizualnej singla. Otóż, narracyjny teledysk naprawdę daje radę i gdybyśmy nie oceniali na Porcys li tylko muzyki, to ze spokojnym sumieniem mógłbym podwyższyć ocenę o jeden punkt. Jednak o ile mi wiadomo to nic w tej kwestii się nie zmieniło, więc smutna piątka musi zostać.

Danie główne:

No dobra pożartowaliśmy sobie, ale to już koniec, gdyż "I'm A Flirt" to wymiatacz jakich mało, zwłaszcza ostatnio. Nie ma lepszego męskiego r'n'b w tym roku, po prostu nie ma. R. Kelly wspina się tu na sam szczyt, jego głos chyba nigdy nie brzmiał lepiej, żadnego zbędnego dźwięku, sama esencja, on niemal płynie. Doskonałe progresje akordów wprawiają w zachwyt, a oszczędny bit urzeka prostotą. Mamy tu wszystko co najlepsze i ani jednej efekciarskiej sztuczki. Nie wiem kto siedzi za pianinem, ale chylę przed nim czoła. Pamiętacie tragicznego T-Paina? Jeśli tak, to zapomnijcie o nim, bo koleś na potrzeby tego tracka pozostawia towarzyszącą mu żenadę daleko za sobą. Co prawda widziałbym w jego roli lepszego wokalistę, ale i tak gratuluję T-Painowi najlepszego występu w krótkiej karierze. Na szczęście nie zaprzepaścił on wysiłków producenta tej perełki. T.I. z kolei potwierdza swój wielki talent: pewny siebie, błyskotliwy i cholernie precyzyjny, bez niego ten kawałek wiele traci. Zresztą sami sprawdźcie pierwotną wersję z Bow Wow'em, choć nie polecam. Podsumowując "I'm A Flirt" to wprost idealny joint na schyłek lata, którego nawet nie było. R. Kelly zarządził i miejmy nadzieję, że to nie jest jego ostatnie słowo. Gorąco polecam, bez względu na porę roku i dnia.


Zobacz także:

R. Kelly - TP.3 Reloaded
http://www.youtube.com/watch?v=nU8fcEma1Z4
http://www.youtube.com/watch?v=A2f3cuUXXRs
Wojciech Sawicki    
29 sierpnia 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019