PLAYLIST

Presentable Corpse
"Don't End Up Alone"

8.0

Lider Violens zrobił dla nas już tyle dobrego, że jego imieniem powinniśmy nazwać jeden z korytarzy w naszym biurowcu. I tylko szkoda, że gdy Jorge zawoła: "hej seniorita, sprawdź nasz nakład na kompaktach", i to jeszcze w tej dekadzie, to nie będzie tego wiele. Wciąż coś komuś miksuje albo produkuje (pozdro Drynx), a ze swoimi nagrywkami jakoś mu się nie spieszy. Zwłaszcza do wypuszczenia czegoś dłuższego – jeśli już coś wydaje, to w małej ilości i małe rzeczy. Tak było z nawiedzonym, gotycko-metalowym Coral Cross i tak jest z najnowszym przedsięwzięciem pod tytułem Presentable Corpse. To w zamierzeniu najbardziej "jasny" projekt JE, ale nie ma mowy o obniżeniu napięcia w elbrechtowskiej przetwornicy: piosenki zachwycają dokładnie tak, jak powinny.

Na razie znamy dwie piosenki: balansujący między zadziornością Lansing-Dreiden a dream-jungle-popem Violens "Through Waves Of Fog" oraz "Don't End Up Alone". W tym drugim Elbrecht ulega fascynacji barok popem: w delikatnym jak płatki rumianku aranżu można doszukiwać się wyrafinowania Orpheus czy The Byrds, jest tu też coś z rozmarzonej, a równocześnie pokręconej melodyki Lilys (to mógłby być singiel zapowiadający follow-up Everything Wrong Is Imaginary), choć przede wszystkim mamy tu kolejny songwriterski wariant poetyki samego autora, który jak mało kto oferuje słuchaczowi czystą muzykę bez pomocy spektakularnej produkcji. Labiryntowy przebieg z fletowymi ornamentami, dyskretnymi, gitarowymi dialogami, fortepianowymi dopowiedzeniami i cudownie rozpisanym chórkiem mógł zostać stworzony tylko przez tego mającego kostarykańskie korzenie kolesia. A pełen niebiańskiej czci chorus to wręcz jego znak rozpoznawczy, nad którym nie ma co się długo zastanawiać, tylko trzeba słuchać, bo to piękno w czystej postaci.

Ciekawe, czy Presentable Corpse uraczą nas większym materiałem (myślę, że longplayem nikt z nas by nie pogardził)?. Taka płyta by się przydała, bo ile można zasłuchiwać się w Embrace czy True? I wtedy byłby jakieś szanse na to, aby wreszcie sprowadzić Elbrechta do naszego nadwiślańskiego landu, bo choć wspomaganie Pinka to super sprawa, to jednak Jorge grający swoje własne kawałki na scenie = czad. Mógłby wpaść nawet na tegorocznego OFFa – jak ściągniecie tego człowieka, to robię wjazd na to mokre terytorium.

Tomasz Skowyra    
19 maja 2017
BIEŻĄCE
Tłusty Piątek: 22 września 2017
Oneothrix Point NeverGood Time