PLAYLIST

Polmo Polpo
"Kiss Me Again And Again"

9.0

Undergroundowy dance-hymn Russella, który zawarłem w moim mixie walentynkowym, zostaje tu poddany zdumiewającej przeróbce. Zdumiewającej z paru powodów. Raz, że trwającej ponad 20 minut – w zależności od kryterium oceny, taki rozmach może albo nieco nudzić, albo jego rezultatem jest komfortowa hipnoza; tu obcujemy raczej z tą drugą ewentualnością. Dwa, że z olśniewającego oryginału został raptem szkic rytmiczny, ale psychodeliczna wariacja na jego wątku sięga miejscami równie olśniewających szczytów, choć w zupełnie innym, odległym łańcuchu górskim. Rozmyte, śnięte, omamione gitary ze wstępu przenoszą strumming a la Andreoni w przestrzeń abstrakcji – to już nie funkujące skrecze dance-punku, tylko narkotyczne wizje na ich podstawie. Kontrolowanie sprawiających wrażenie atonalnych, a w rzeczywistości przepięknie i oryginalnie rozprowadzonych kontrapunktów kilku nałożonych na siebie ścieżek każe przyklasnąć z podziwu.

Stopniowo na pierwszy plan wysuwa się groove basu i asymetryczne figury zostają powoli ułożone w ogarnialny kształt. Bas znów się chowa i suita futuro-baletowych impresji przechodzi fazę skrzypcową, melancholijną, modulowaną (dźwięki konkretne się wkradają), zmierzając ku uwolnieniu werbla od podłoża (na wysokości dziewiętnastej minuty dryfuje on w powietrze dzięki drobnemu reverbowi). Naturalnie, linearnym eksperymentom towarzyszy wciąż zapętlony, niestrudzony beat. I kilka fragmentów tej nieustannie ewolującej, wijącej się serpentyny polifonii ociera się o przysłowiowy absolut i przyszłość muzyki. Gdyby tylko loop źródłowy nie pochodził z dzieła klasyka sprzed dwu dekad, okrzyknąłbym Polmo Polpo zbawicielem. "Kiss Me Again And Again" (tytuł odwołujący się zapewne do rozmiarów niekończącego się coveru) jest dokładnie tym, czego (zamiast Let Us Never Speak) potrzebowali Out Hud po Street Dad, by zaliczyć ich w poczet świętych bieżącej muzyki.

Borys Dejnarowicz    
17 lutego 2006
BIEŻĄCE
Ala|ZastaryJutro?
Zbigniew Stonoga"Uśmiechnij Się"