PLAYLIST

Peeping Tom feat. Rahzel & Dan the Automator
"Mojo"

5.0

Dawno nie miałem takiego problemu z oceną utworu, jak w przypadku dziełka nowego, zreformowanego, uwspółcześnionego i nieco odprzesterowanego Mike'a Pattona. Słucham od paru dni: w domu, w autobusie, pracując, oglądając wiadomości, a nawet słuchając innej muzyki, a uczucia pozostają bardzo sprzeczne. Jak to zwykle w przypadku mixed emotions problem ma dwie strony. A oto i one:

+++++ Może nie jest to stylistyka zupełnie up-to-date, ale charakterystyczna fejtnołmorowa harmonia i doskonały wokal zapowiada, że "Mojo" ma szansę zamieszać w notowaniach nie tylko alternatywnych. Co więcej, utwór może podobać się nie tylko ludziom identyfikującym się z ciężkim rockiem (i całe szczęście). Chociaż gitaropodobne dźwięki ciążą ku podłodze, a gęsta produkcja i ogólny klimat środowiska dźwiękowego przywodzi na myśl Massive Attack z Mezzanine (sample ni to hiszpańska gitara, a tu zaraz jakieś psychodeliczne glissanda), to czytelny układ kompozycyjny pozwala utworowi wpaść w ucho i tam zostać. Jednym słowem pełne szczęście i harmonia pomiędzy retro-nineties, eksperymentem a przebojem.

- - - - - Więc w czym jest w problem? Chyba nie trzeba pytać – wystarczy przypomnieć sobie kim jest i co zrobił Mike Patton. Nieustanna gra konwencjami, śmiałość w eksperymentach z jednej strony, a z drugiej kilka płyt Faith No More, które mimo wielkiego komercyjnego sukcesu jechały maksymalnie po krawędzi obszaru tolerancji muzycznej szarego konsumenta MTV (no, może z wyjątkiem "Easy", który pojechał dokładnie środkiem). Zamiast dłuższych wspomnień wystarczy zmontować krótką playlistę:
"The Real Thing" FNM , czyli jak to jest, kiedy się wali w żyłę.
"Stripsearch" FNM – jak to jest, kiedy przeszukuje cię policja.
"The Girls Of Porns" Mr. Bungle – jak to jest oglądać pornola, w którego ścieżce dźwiękowej gra John Zorn.
"I Killed Him Like A Dog... And He Still Laughed" solo – jak to jest być Mikiem Pattonem (na pewno trudno) (z płyty z przesterowanymi miniaturami a capella Adult Themes For Voice).
Jeśli dodać do tego być może zmyśloną anegdotę, o tym jak onanizował się podczas wykonywania partii wokalnej na koncercie FNM, nie myląc się nawet o pół tonu, to można stwierdzić, ze jest nie tylko dobrym wokalistą, płodnym artystą, ale i urodzonym showmanem.
W tym kontekście "Mojo" prezentuje się zupełnie bez charakteru, jakby mizdrzący się do średniej klasy Sting. Nawet błazeńskie pozy Pattona i bezczelny cytat "Ooops, I Did It Again" na samym końcu nie są w stanie sprawić, by kawałek stał się odrobinę mniej lekkostrawny.

Tak więc złota droga środka pomiędzy 7.5 i 2.5 to jakby nie patrzeć 5.

Piotr Cichocki    
25 września 2006
BIEŻĄCE
Relacja: Tauron Nowa Muzyka 2019
SkeptaIgnorance Is Bliss