PLAYLIST

Of Montreal
"So Begins Our Alabee"

6.5

Satanic Panic In The Attic ciągle funkcjonuje w moim umyśle jako dzieło, którego zajebistości pewnie do końca życia nie uda mi się ogarnąć. Barnes bezczelnie zmiksował stare popowe patenty z całą masą własnych pomysłów – wstrząsnął, wymieszał, a na końcu zaserwował nam to wszystko totalnie wywrócone do góry nogami. A do tego, przy całej swej artystycznej wartości, stworzył album niesłychanie przyjemny, którego po prostu nie chce się wyjmować z odtwarzacza. Widać, jeszcze mi nie przeszła podjarka, choć jej ponowne nasilenie jest zapewne po części skutkiem tego, że premiera nowego dzieła kapeli z Athens już na dniach. 12 kwietnia nastąpi ta chwila i okaże się, czy Barnesowi uda się uratować kolejny rok od coraz bardziej widocznej muzycznej nijakości. Tymczasem, mamy już możliwość odsłuchania singla, który promuje nadchodzące wydawnictwo.

Po raz kolejny zostaje nam zafundowana podróż w czasie. Jednak tym razem jak byśmy wisieli pomiędzy dwiema, wydawałoby się diametralnie różniącymi się od siebie, muzycznymi epokami. Lekkość melodii, radosna atmosfera oraz charakterystyczny sposób konstrukcji linii wokalnej po raz kolejny wywołują skojarzenia z latami sześćdziesiątymi. Równocześnie oparcie utworu na zimnym elektronicznym brzmieniu perkusji, plus cała masa dźwięków wytworzonych przy użyciu syntezatora, przywodzą na myśl epokę dwie dekady późniejszą. Zresztą, sam Barnes przyznaje się w tym przypadku do fascynacji electro-popem i tego typu klimatami; trudno tego nie zauważyć.

No i kurde, ten feeling, ta przebojowość. Zdaje się, że przesłuchałem utwór jedynie kilka razy, oczywiście po to by nie psuć sobie przyjemności obcowania z pełnym albumem, ale już chwycił się mnie refren: "You're my only softness, oh-oh / You're my only pleasure, it's true / Girl I never want to be your little friendly abject failure". Mistrzowsko wypadają zaśpiewy "oh-oh" i inne tego typu sztuczki wokalne na końcu niemal każdej linijki – sposób w jaki Barnes to śpiewa! Naprawdę, nie pojmuję jak on to robi. Koleś jest po prostu z innej orbity. I w tym miejscu może poprzestanę, nie będę snuł proroctw na temat The Sunlandic Twins, bo póki co nie ma to najmniejszego sensu. Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko jedno – ten utwór zapowiada coś, co bez wątpienia będzie przynajmniej bardzo dobre. Pozostaje już tylko czekać, a dreszczyk emocji jest, oj jest.

Łukasz Halicki    
4 kwietnia 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019