PLAYLIST

Noah
"Melting Blue"

8.5

Wiecie, że lubię muzykę z Azji. Choć ciągle staram się wyszukać coś naprawdę, napraaaawdę wartościowego i znakomitego, to często bywa tak, że muszę zadowolić się "tylko" zajebistym k-popem albo jakimś innym wariactwem. Ale raz na jakiś czas rzeczywiście uda się natrafić na coś, w czym zakochuję się bez pamięci jak Jim Carrey, co męczy mnie dniem i czasem nawet nie pozwala zasnąć nocą. Tym razem jest to właśnie ta lśniąca perełka od Noah. Krótka przebieżka po dyskografii Japonki ukazuje jej zamiłowanie to intymnego, przyczajonego, pogrążonego w letargu ambient-popu z eksperymentalnym zacięciem i orientalnym żywiołem. Po pobieżnym przesłuchaniu przyznaję, że całkiem podobają mi się zawieszone gdzieś między jawą i snem, prześwitujące majaki ze Split i dzwoneczkowo-glitchowe kołysanki z Sivutie, przypominające mi o pierwszych płytach Múm, a także kooperacyjny album Kwaidan z bardziej przejrzystą produkcją i popowym akcentem oraz dwie miłe EP-ki (Mood i Two), ale to właśnie "Melting Blue" (メルティン・ブル) otwiera zupełnie nowy rozdział w katalogu Noah.

Rzadko się zdarza, aby w jednym utworze ktoś zmieścił tak wiele muzycznych wątków, które uwielbiam albo do których mam niezwykłą słabość. A tutaj proszę: eteryczność wokalu czaruje niezależnie od backgroundu. A sam podkład to splot wymuskanego synth-popu ze Stealth Of Days (spójrzcie jeszcze na okładkę singla i płyty Jensenów dla pewności), wydelikaconej rytmiki Kingdoma z pierwszych EP-ek, stylowego art-popu Japan, a wszystko to ma miejsce w oparach japońskiego ambient popu z lat 80. zmiksowanego z vaporwave'owymi IMPONDERABILIAMI. I jeszcze do tego ten bas, który ciągle stawia mi znak zapytania i wskazuje na Stinę Nordenstam (swoją drogą gadałem z Wojtkiem o tej odrealnionej balladzie z Neptuna i okazało się, że mamy właściwie identyczne skojarzenia). A najważniejsze jest to, że wszystko się ze sobą zgrało i już od startu można zatracić się w błogiej impresji, nie można się nią nasycić nawet po kilkunastu ripitach, wciąż ma się wrażenie, że nie udało się wychwycić całego piękna, które zostało zaklęte w dźwiękach. Nic więcej nie powiem – nie jestem odporny na magię Noah. Wy prawdopodobnie też nie jesteście, więc zalecam ostrożność przy słuchaniu.

Album Thirty wychodzi już 18 października. Can't wait.

Tomasz Skowyra    
26 września 2019
BIEŻĄCE
Fontaines D.C.Dogrel
Lana Del ReyNorman Fucking Rockwell!