PLAYLIST

No Joy
"Moon In My Mouth"

8.0

Dla kogoś, kto śledzi dokonania No Joy i chociaż z grubsza kojarzy ich dwie poprzednie propozycje wydawnicze, "Moon In My Mouth" musi zabrzmieć jak solidny chełst świeżego powietrza. Co prawda muzyka Kanadyjczyków zawsze skupiała w sobie pewne pokłady przebojowości, ale była to przebojowość świadomie zaryglowana w ideologii, w której prym wiodła rzężąca dzikość nałożonych zniekształceń i szumów. Tym razem od razu zwraca uwagę przytulność i błogość produkcji gładszej niż kiedykolwiek, a całość sprawia wrażenie wzorcowo zrealizowanej dream-balladki. Szkopuł polega na tym, że to nie jest tylko śliczna, eteryczna popowa kołysanka, lecz również frapujące świadectwo kompozycyjnego kunsztu i misterna próbka filozofii, jaka stoi u podstaw More Faithful – ich najnowszego, zapowiedzianego na 9 czerwca krążka.

Filozofia ta wcale nie zakłada rozrzedzenia soundu, ale rozgrywa się bardziej na płaszczyźnie organizacji samej kompozycji. No Joy założyli sobie, że będą pisać popowe piosenki, a następnie utrudniać je sobie poprzez modyfikację metrum czy wprowadzanie dziwnych aranżacji, nie tracąc przy tym na przyswajalności dla przeciętnego słuchacza. Mogę sobie tylko wyobrażać, jak wielkim orędownikiem tej wizji był Jorge Elbrecht, kolejny raz wspomagający zespół w studiu. Z deklaracji samych muzyków i relacji osób, które miały okazję poznać More Faithful przedpremierowo, wyłania się obraz płyty eklektycznej, ambitnej oraz pełnej sprzeczności i kontrastów. Ile z tego faktycznie dostaniemy – cóż, pożyjemy, zobaczymy.

Skupmy się jednak na "Moon In My Mouth". Siłą tego utworu wcale nie jest narzucająca się ze wszystkich stron lekkość, ale czający się gdzieś głębiej, zakamuflowany nerw à la Charlotte Hatherley. Na korzyść tego porównania niech świadczy cały szereg nietuzinkowych rozwiązań jakie się tu pojawiają, od rytmicznej zawiłości poszarganych gitarowymi pętelkami zwrotek po harmoniczne wymuskanie refrenu z cudownym ślizgiem akordów i wybornie podoklejanymi do niego ścinkami wokali. Dodajmy do tego mocno trzymający to wszystko w ryzach bas i proste, krążące w kółko melodie i mamy obraz niezwykle starannie doszlifowanego cacka, które samo się wrzuca na ripit. Rozgryzanie księżyca wyszło więc Kanadyjczykom na dobre, bo "Moon In My Mouth" na miękko zjada większość shoegaze’u, jaki w tym roku usłyszycie, choć na dobrą sprawę daleko mu do takiej klasyfikacji.

Wojciech Chełmecki    
27 kwietnia 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019