PLAYLIST

Neon Indian
"6669 (I Don't Know If You Know)"

8.5

Uśredniona lista dotychczasowych rzeczy, których słuchasz, kiedy budzisz się rano, jest kac, świeci słońce, zdecydowanie za ciepło na długi rękaw, z powietrza wnioskujesz rychłe nadejście uskwarów, idziesz do sklepu, kupujesz jedną cytrynę, jedno jabłko, dwie bułki, jedną wodę, ruszasz z powrotem do łóżka, ale jednak zawracasz do kiosku, bo zapomniałeś papierosków, rzucasz żulowi dwa zeta, znowu wracasz, ale wykupili już wszystkie egzemplarze czytalnych dzienników, dzwonisz z telefonu współlokatorki, bo nie masz już nic na karcie, do dziewczyny która cię wczoraj znosiła, czy przepraszam nie narobiłeś jakichś głupot, bo nie ma jej na GG od rana, zjadasz jedną cytrynę, pół jabłka, odpalasz papieroska, zabezpieczasz bułki w zamrażarce, bierzesz prysznic, ogarniasz, że skończył ci się żel, kradniesz z nie swojej półki: "Fight Test", Air France, "Cybele's Reverie", Basement Jaxx, Ariel Pink, "Take Pills", "Ananas Symphonie", Stardust. Może też MGMT wedle uznania, takie przecież popularne. A teraz wszyscy razem, w jednym tempie, kolektywnie, wyobrażamy sobie, że oto taka lista wymaga aktualizacji. I przysłowiowego, wciąż dosłownego, zaciągnięcia zasłon. Tam taram, Neon Indian i ich druga EP-ka.

Jeśli coś jest prawdopodobnie duetem typu "on (zna się na płytach) i ona (zna się na fotach)", nie ujawnia swojej tożsamości, brzmi jak Złote Misie (Haribo) + wiśniówka na lodzie z cytryną zamówiona na pół godziny przed burzą magnetyczną, to jesteśmy kupieni. Przyznajmy to. A właśnie to się tu dzieje. Plazmatyczne disco z reverbem pamiętającym jeszcze czasy pierwszej syntezy atomów wodoru i helu, loopy spawane jak jakiś french touch, nisko-wysokie italo-rejestry – słowem, europejski uchwyt amerykańskiej psychodelii w swoim najlepszym. Jeśli są tu jakieś zwrotki, to na balearyczną modłę raczej i z tych, dla których ląduje się za barem, bo przecież szesnaście tysięcy odsłuchań na Myspace może się mylić, ale tego nie robi. I żaden to naiwny pop ze Szwecji, żaden afirmatyw o plażowym rodowodzie, nie. Tu się rozmywa wszystko poza basową plamką oraz jak najbardziej oczywistymi odniesieniami do znanych i lubianych kąpielowych bangerów, pomimo pozornej klarowności zresztą. A pozostałe tracki też nie ułomki. Powinienem był wziąć z tobą kwasa.

posłuchaj »

Mateusz Jędras    
28 kwietnia 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019