PLAYLIST

Natasha
"Hey Hey Hey"

6.0

Po raz kolejny showbiznes pokazał swoją siłę i trudną do ogarnięcia szybkość. Za przykład może posłużyć tu Natasha, która jeszcze niedawno pracowała w sieci barów szybkiej obsługi w New Jersey, a już dziś przygotowuje się do wydania debiutanckiego krążka. Samo wydanie płyty to jeszcze nic, trzeba ją jeszcze komuś sprzedać. Tak więc Natasha nie próżnuje, raz po raz sygnalizując swoją obecność na rynku. Jednak dopiero drugi singiel pozwolił jej na wyjście z cienia, gdyż o istnieniu kolaboracji z Clipse wiedzieli tylko nieliczni. Kawałek "Hey Hey Hey" narobił trochę szumu w Internecie, choć nie towarzyszył mu wielki aplauz. Pomimo obecności sporej ilości oklepanych patentów, darzę ten singiel pewną sympatią. Szczególnie interesujący wydaje mi się sposób wykorzystania głosu przez Natashę, przywołujący dokonania Cassie. Podobnie jak bardziej znana koleżanka, Natasha zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń. Dzięki tej świadomości unika brawurach popisów wokalnych, oferując w zamian delikatny i zmysłowy wokal. Głos ten bardzo dobrze współgra z minimalistycznym podkładem. Choć nastolatka z Jersey mogłaby sobie odpuścić ten spelling własnego imienia; naprawdę nie mam nic do czerpania z cheerleadingu w współczesnym popie, jednak w tym przypadku jest to słabe. Ten niezbyt trafiony pomysł rekompensuje w pewnym stopniu chwytliwa i dysponująca tanecznym potencjałem produkcja. Oszczędne gwizdanie kształtujące singiel, wyrazisty bit, wsamplowany krzyk, perkusja a la Rich Harrison – to wszystko składa się na wpadający w ucho track. Co prawda Cassie to nie jest, a do Amerie jeszcze wiele jej brakuje, jednak koścista Natasha sygnalizuje spory potencjał. Czekam na jego eksplozję i liczę, że będzie to krótkie oczekiwanie. Tymczasem cieszmy się sympatycznym wakacyjnym jointem.

Wojciech Sawicki    
16 lipca 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019