PLAYLIST

Murs feat. Snoop Dogg
"Time Is Now"

7.0

Nareszcie po latach tułaczki, po zabitych dechami labelach, Murs debiutuje u opasłego majorsa, a konkretnie u Warnera. Prędzej czy później każdy dobry ziomek z podziemia tak kończy. Niestety w tym przypadku ów pakt z diabłem nie jest początkiem historii pisanej złotymi zgłoskami, pozłacanymi zresztą też nie. Raz, że próżno szukać Mursa na szczytach Billboardu, dwa, że nie pamiętam słabszego krążka w karierze Nicka Cartera. A znam ich co najmniej kilka, co może wydawać się ciut kuriozalne, jako, że nigdy specjalnie nie aspirowałem do roli speca od hh i okolic. Dobra zaoszczędzę wam już tych katuszy i wyartykułuję w końcu pytanie, na które czeka część z was, czyli – "co w tym Mursie takiego jest, że po jego płyty sięgam tak często?".

Niby wiem, że są lepsi technicznie, bardziej charyzmatyczni raperzy niż Carter, a mimo to, nie chcę znać ich dorobku, a już na pewno nie na wyrywki. Dlaczego więc do diaska ten Murs? A no głównie dlatego, że gościu z L.A. posiadł niezwykle cenną dziś umiejętność, a mianowicie jak prawie nikt inny w branży potrafi wybrać swój lead singiel, który nie tylko skutecznie podsyca oczekiwania związane z premierą krążka, ale także stanowi punkt szczytowy albumu. "Bad Man" -> "Silly Girl" -> "Time Is Now".

Wysoka jakość numeru promującego kampanię prezydencką Mursa (nazwisko zobowiązuje), niejako upoważnia mnie do napisania kolejnego sponsorowanego przez mocno wytarte przysłowie "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" akapitu. "Time Is Now" nikogo raczej nie zaskoczy, ale to żadna wada, gdyż takie numery nagrywane są przede wszystkim po to, abyś zapomniał o otaczającym Cię chaosie, o braku oparcia w rozchełstanym świecie. Tu wszystko jest na swoim odwiecznym miejscu, na przedzie Murs i handclapy, z tyłu jazzujące pianino, tu gospelowy chórek w chwytliwym refrenie, tam dryfujący po westcoastowy bicie Snoop. Naprawdę nie wiem co niecnego trzeba byłoby uczynić, aby z tej mąki nie wyszedł dorodny bochen chleba. Niggaracci płodząc tę kompozycję uczynili to, co do nich należało. Cała reszta zależy już tylko od Ciebie. Pamiętaj – nierzadko lepsze jest wrogiem dobrego.

A że aż 7.0? No cóż, nawet i Ja mam czasami dość tej falangi freaków na scenie muzycznej.

Wojciech Sawicki    
3 listopada 2008
BIEŻĄCE
SpiritualizedAnd Nothing Hurt
NonameRoom 25