PLAYLIST

Miley Cyrus
"We Can't Stop"

5.5

Beef pomiędzy Hovą a Miley nie zaczął się wcale wraz z niewybrednymi, skierowanymi pod adresem ex-gwiazdki Disneya przytykami w "Somewhere In America" na Magna Carta... Diss, jaki zaserwował swojej znacznie mniej wyrobionej w branży koleżance Shawn Carter był jedynie odpowiedzią na pewną dość bezczelną zaczepkę, jakiej dopuściła się nieopierzona, skryta jeszcze za solidnie umocowanym przez doświadczonych PR-owców wizerunkiem Hanny Montany piosenkarka. W wywiadzie z 2009 roku, opowiadając na pytanie o jeden z wersów "Party In The U.S.A.", dość nieoczekiwania wypaliła: "I've never heard a Jay-Z song. I don't listen to pop music". Absurdalność tego nieoczekiwanego coming-outu nie zaprowadziła Miley co prawda na dywanik szefa Disney Channel, ale w pyskaty sposób antycypowała otwarcie zupełnie nowego akapitu w jej karierze. Zaznajomieni z losami innych "upadłych" gwiazdeczek familijnych seriali Disneya (pozdro Amanda Bynes!) od razu wyczuli, że i z tej smarkuli nic dobrego nie wyrośnie.

Jeśli "We Can't Stop" coś nam komunikuje, to jest fakt, że Cyrus ma dopiero dwadzieścia lat, a już chce skandalizować w równie mocnym tonie jak jej starsze koleżanki – Lady Gaga i Rihanna. Od tej pierwszej odróżnia ją jednak brak ambicji wulgaryzowania kodów "wysokiej" kultury. Z drugą łączy ją więcej – mrugnięcia okiem wobec otwarcie hedonistycznych zachowań, melancholijnie "instagramowy", skacowany temperament i umiłowanie do ekletycznego, imprezowo-rzewnego mid-tempo. "We Can't Stop" jest właśnie takim grzeczniejszym rewersem brzmieniowych obsesji wiecznie najebanej gwiazdy z Barbados, wzbogaconym o kilka dodatkowych atrakcji (tumblr-rapowa, nieporadna quasi-nawijka, tylerowy "goblin" w tle, obcesowy autotune, "electro-country" etc.). W samym miksie dzieje się na tyle sporo, że warto czekać na czwarty (!) album Miley, szczególnie, że dziewczyna zgromadziła do pracy nad nim naprawdę niezłą ekipę (Pharrell, Hit-Boy). "Can't Stop" nie do końca realizuje zawarty we włożonych weń produkcyjnych wysiłkach potencjał (i niestety nie może równać się z niedocenionym "Party In The U.S.A."), ale pozostawia apetyt na więcej. Zostaje więc tylko skandować za Jayem: "Twerk, Miley, twerk!"

Jakub Wencel    
18 lipca 2013
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie