PLAYLIST

MEG
"Wear I Am"

7.5

Jak pamiętamy(?), w przygotowanym z okazji benefisu dziesięciolecia "kreatywnej pracy twórczej" serwisu Porcys reportażu, ujęciem symbolicznie akcentującym antyrockistyczny zwrot serwisu (i zarazem przedstawiającym jego punkt kulminacyjny) był zrzut ekranu przypominający o spektakularnym zwycięstwie "Natural Ni Koishite" zespołu Perfume w rankingu singli z 2010 roku. Poza dobitnym obwieszczeniem światu, że naprawdę nie obchodzi nas w muzyce nic innego niż melodyczna, harmoniczna i rytmiczna organizacja dźwięków w przestrzeni i czasie, triumf ten miał jeszcze jedną funkcję – skutecznie pokazywał, że zainteresowania fanatyka współczesnego popu, wychowanego na mid-00’s euro-amerykańskich chartsach, powinny kierować się dzisiaj na drugą stronę globu.

Szybko okazało się jednak, że zamiast kopalni diamentów jest tam kopalnia syfu. Projekty warte zainteresowania toną w zalewie niesłuchalnego gówna, w dodatku większość z nich powstaje pod batutą jednego człowieka, Yasutaki Nakaty. Cała reszta jest w zasadzie parafrazą zachodniego sposobu myślenia o muzyce popularnej; transkrypcją nie tylko poszczególnych gatunków, lecz także konkretnych tricków, zabiegów kompozycyjnych, wrażliwości melodycznej. Okazało się, że j-popu, k-popu etc. (poza nielicznymi wyjątkami) po prostu nie ma, a egzotyka wizerunku, tekstów, zachowań scenicznych to zbyt mało, żeby nawet jakoś ten fenomen (poza właśnie tym kontekstem) oddzielnie sklasyfikować.

Czasami jednak przypominają o swoim istnieniu takie postacie jak Meg i wraca dawna fascynacja. Pamiętacie znakomity krążek Maverick? Rozpuszczający epileptyczność Nakaty znaną z pracy dla Perfume w pulsującym, waniliowym budyniu pozornie niewinnego prog-popu? Wokalistka wróciła ostatnio z kolejnym krążkiem i choć Wojtek podpowiada, że jest on raczej rozczarowaniem to tytułowy closer płyty, "Wear I Am", zachwyca od pierwszych taktów. Nie wiem, co bardziej mi się tu podoba – otwierający kawałek dziwaczny, pełen chorych cytatów i żartobliwej intensyfikacji środków popowy jam, pojawiający się podczas niego w roli mostka (w lekko zmienionej postaci) kosmiczny refren "właściwej" części utworu, czy może uroda tego, co dzieje się od 3:07 do 3:38.

A może to, że za całość nie odpowiada Yasutaka Nakata? Nie da się ukryć, że "Wear I Am" pozostaje pod silnym wpływem jego twórczości, nawet jeśli sam Nakata napisał na nowy krążek Meg zaledwie jeden utwór. I autorowi – Koushiemu Miurze – udaje się tę wyjątkową, autorską wrażliwość uchwycić w całej okazałości.

Jakub Wencel    
12 grudnia 2012
BIEŻĄCE
Lista przebojów Carpigiani: Notowanie #19
TinasheJoyride