PLAYLIST

Mark Eitzel
"The Last Ten Years"

7.5

Autor The Invisible Man, mastermind American Music Club i to chyba wystarczy, żebym przybliżanie faktologicznej sylwetki Marka Eitzela mógł sobie odpuścić. Nieustannie przytulony do butelki, amerykański bard to przede wszystkim dziesiątki sypanych jak z rękawa, złotych linijek, ale również dryg do kompozycji oraz – co jest stanowczo zbyt rzadko podkreślane – zdumiewające zdolności interpretacji, zręcznie lawirującej między wycofaniem Nicka Drake’a a porywami dramatyzmu à la Scott Walker. Tak się składa, że w zapowiadającym najnowsze wydawnictwo Amerykanina utworze znajdziecie wszystko, o czym w poprzednim zdaniu wspomniałem i to jest świetna wiadomość.

Jak wspominał sam artysta, "The Last Ten Years" zostało napisane jeszcze w latach 90., na potrzeby American Music Club, i początkowo miało być zatytułowane "The Last Five Years". I rzeczywiście: bogatym fakturom i przestrzennym, wyraźnie zarysowanym melodiom bliżej do macierzystej formacji Eitzela niż bardziej kontemplacyjnych, solowych nagrań. Wcale nie widzę powodu, dla którego numer ten nie miałby być highlightem takiego San Francisco, choć pewnie nagrany w tamtym okresie brzmiałby zupełnie inaczej: jeśli wierzyć słowom Marka, na koloryt całego, pierwotnie akustycznego Hey Mr Ferryman kolosalny wpływ miał występujący w roli producenta ex-członek Suede, Bernard Butler.

Intro "The Last Ten Years" przypomina, że nie trzeba się specjalnie napocić, by w katalogu AMC doszukać się wątków sophisti-popowych i wchodzi w podobny sposób, jak "Backseat Heart" Ablebody. Dalej mamy już gitarową nostalgię w duchu Ducktails, z tym że mocno podszytą charakterystycznym, eitzelowskim zwątpieniem i w przerywnikach spuentowaną gilmourowsko zabarwionymi wtrętami gitary elektrycznej. Eitzel nie byłby sobą, gdyby nie popisał się też od strony lirycznej, na szybko rzucę takie oto dwie linijki: "I spent the last ten years tryin’ to waste half an hour", "I’ve never been to hell but they’ve got my number". Nie będę ściemniać, rzadko mi się zdarza z niecierpliwością czekać na to, co muzycy pokażą pod kątem tekstów, ale w sprawie nowej płyty oddajmy głos samemu Markowi: "The songs on this record are about celebrating musicians and music, about misogyny, the long shadow of history, getting one’s head out of one’s ass. Also oceans, blood, skies, hearts, gay pioneers, carpenters, weeping women, and how death waits for you even in the happiest place on earth: Las Vegas". Kurwa no, i jak tu go nie kochać? Jak mawiał mój ojciec: gościu jest gościu.

Wojciech Chełmecki    
11 listopada 2016
BIEŻĄCE
Gang Śródmieście"Discopolka"
KortezMój Dom