PLAYLIST

Madonna feat. M.I.A. & Nicki Minaj
"Give Me All Your Luvin’"

4.0

"Wiesz wnuczku, kiedyś ze mnie była niezła laska". Usłyszeliście coś takiego kiedyś od babci? Może nawet podany wam został album ze zdjęciami i może faktycznie przed chatką w jej młodości stała kolejka adoratorów. Ziewasz, oglądasz zdjęcia, uśmiechasz się, może nawet jakiejś opowieści słuchasz z ciekawością.

Madonna jest dla mnie starszą panią. I nie chodzi mi o to, że starsze panie powinny zamknąć się w domu, porzucić body i dziergać na drutach raczej cieplejszą bieliznę. Jej klasyczne płyty i teledyski to nie są przykurzone babcine wspomnienia z młodości, to nadal istotny element popkulturowej referencji, wciąż kształtujący tożsamości muzyczne lub performatywne, nie tylko w sensie sceny. Tylko że dziś Madonna próbuje powiedzieć swoim wnukom na całym świecie, "Wciąż dobra ze mnie dupa". Paradoksalnie nie chodzi mi o to, jak wygląda, chociaż w ciągu ostatnich paru lat postarzała się mocno. Kiedy wyginała się przed lustrem w teledysku do "Hung Up", koledzy mówili, że mają wrażenie, jakby to ich matka robiła szpagat, co ewokuje w nich pawia. Mi to jednak nie sprawiało większej różnicy, bo w przypadku płyty Confessions On A Dance Floor, jej wizerunek był spójny, samoświadomy i mimo wszystko pełen klasy. Niepozbawiony autoreferencji, ale istniejącej gdzieś w sferze oczywistej i niewypowiedzianej. Bez skandowania "L-U-V Madonna!", ale raczej z prostym przesłaniem – "Jestem największą gwiazdą popu na świecie, a od młodszych koleżanek z branży, wolę kilkunastu młodych tancerzy". Było to też zwieńczenie trance-popowej drogi Madonny, która od dłuższego czasu była istotniejszą gwiazdą w Europie niż w Stanach. Niespecjalnie mogła się z tym pogodzić, więc zwróciła się w końcu do Neptunes, Justina i Timbalanda, nagrywając najgorszy album w swojej karierze.

M.I.A., Nicki Minaj – czyżby ta droga została utrzymana? Raczej nie, to tylko skok na hype i jakościowy strzał w stopę. Madonna nie znosi konkurencji. Dowody leżą wszędzie tam, gdzie pojawili się goście, nawet w "Love Song" z Princem nie brzmiała pewnie. Tutaj też usilnie próbuje grać pierwsze skrzypce, ale zostaje zakrzyczana – do głowy wchodzi nie melodia, a skandowanie, jakościowo jara nie tak już wtórny w 2012 roku "dubstepowy" mostek, ale wejście Minaj na zmodyfikowanym beacie. Jedyna Nicki wie, co tu robi, bo na kilometr widać, że M.I.A. żałuje, że się tu znalazła, ale pewnie sprzeda jej się teraz trochę więcej płytek. Na dodatek, tylko w tym jednym istotnym momencie, zawłaszczonym przez Nicki, ten beat brzmi fajnie. Produkcja pasuje bardziej do Miley Cyrus, niż Madonny, która swoją drogą nigdy nie miała szczęścia do beatów opartych na gitarach, vide obrzydliwy album American Life, ale też nie tylko w tym sensie – nigdy nie oczekiwałem, żeby Madonna śpiewała swoim głosem. Raz usłyszałem go w Warszawie i od tego momentu jestem jeszcze większym zwolennikiem komputerowego podkręcania możliwości śpiewających pań. Jeśli może nałożyć ciuchy, w których nie pokazałaby się żadna inna kobieta po pięćdziesiątce, usunąć ze zdjęć wszystkie żyły na rękach, to czemu nie przebrać też wokalu? Z jej słodkiej barwy nie pozostało już nic, jest za to geriatryczny brak emocji i dynamiki. Nie dało się, bo mało melodii i prosty, szybki beat? A "Burning Up" pamiętacie?

No ale jakby nie patrzeć, to kilkunutowy dance-pop. Gdy eurodance wraca także do łask Ameryki, pozostaje chwycić telefon i zadzwonić do Williama Orbita, od którego rozpoczęła się europopowa droga Ciccone. Ten może podrzucił numer do Martina Solveiga, zupełnie trzecioligowego francuskiego producenta, specjalizującego się w takich pozbawionych napięcia przebojach ("Hello" z Dragonette). I wcale nie jest przesądzone, że to będzie fatalny album – największych przebojów nie przyniosły jej przecież wielkie nazwiska. Dzisiaj to raczej wielka niewiadoma – wszystko zależy od tego, czy ta starsza pani pamięta, żeby trochę się szanować.

Kamil Babacz    
7 lutego 2012
BIEŻĄCE
Różni WykonawcyAir Texture Vol. VI
ObjektCocoon Crush