PLAYLIST

Lordi
"Hard Rock Hallelujah"

3.0

Gdyby podejmować się przeprowadzenia ogólnej charakterystyki muzyki spod znaku renifera, dwie rzeczy należałoby uwzględnić. Po pierwsze wybitnie zły gust Finów, o którym chodzą wręcz legendy w owym kraju i za jego granicą. Nie dziwne – jak ludzie, którzy tak niewiele mówią, mogą nagle nauczyć się śpiewać z sensem? Nic to, starannie zaplanowana autokreacja jest w stanie nadrobić tego typu niedociągnięcia. Przykłady? HIM, The Rasmus, Nightwish żeby wymienić tylko najbardziej traumatyczne. Tu odbiję w stronę Eurowizji, która z niewiadomych przyczyn cieszy się w Finlandii obok hokeja renomą sportu narodowego. Bo nigdy tegoż konkursu nie wygrali? Słabe wytłumaczenie – mundial w Helsinkach sensacji bynajmniej nie wzbudza. Sensację wzbudził za to wybór tegorocznego reprezentanta kraju, którą to historię już dobrze znacie. Bynajmniej nie jednogłośna innowacja – przegrywając co roku z kretesem dokonać przełomu w narracji. Nie będę przy tym ukrywał, iż zobaczywszy po raz pierwszy kandydata Finlandii prorokowałem swoim fińskim znajomym definitywnie ostatnią pozycję (przy osiągnięciu daleko posuniętego konsensu z ich strony), co aktem improwizacji zastało nas w kluczowym momencie oglądających finał spektaklu w 24/7 kebab-barze zamiast w bardziej komfortowych warunkach knajpy lub mieszkania. Doznajcie skalę zaskoczenia.

Powracając do tematu – przysłowie mówi, iż skąpiec sprzeda nawet sznur, na którym będą go wieszać. Nie inaczej stało się tym razem z Eurowizją. Przebrani po tolkienowsku hard-rockowcy dwukrotnie wzbudzili histeryczny entuzjazm publiczności. Czym? Przebraniem? Z pewnością. Pretensjonalnością? Pewnie tak. Piosenką? Tu zaczynają się schody – z jednej strony melodyjna i wpadająca w ucho kompozycja wpisująca się w fiński nurt ciężkich brzmień z wpadającą w ucho melodią (patrz wyżej wymienieni). Z drugiej strony ewidentne nawiązanie do niemodnego raczej wątku tradycji Gwar, osiągającego szczyty dna na początku lat 80-tych Alice'a Coopera, czy "starego dobrego" Bon Joviego. Muzyczna Troma, no. Do tego coś, przy czym nawet zazwyczaj wielbiący Eurowizję wyznawcy kampu (przykładowo środowiska gejowskie) nie dadzą rady przeżywać. Jednorazowy wybryk natury czy niepowetowana strata credibility konkursu? Nie, nie będę zapraszał do oglądania w przyszłym roku. I tak to zrobicie.

Marcin Wyszyński    
26 lipca 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019