PLAYLIST

Living Sisters
"Double Knots"

7.5

AG: W przeciwieństwie do pamiętnych Pipettes, panie potrafią śpiewać i mają porządną, staroświecką kompozycję po której słychać, że posiada pierwotnie jakiś zapis nutowy. To, plus oszczędny syntezator, plus erotyczne eksperymenty wspomniane w tekście, plus ogólny role-playing typu "kusicielka z baru z mlecznymi koktajlami, ocieram się biodrem o szafę grającą" dają w sumie coś, co przyjemnie przypomina mi rzeczy Merritta i równie dobrze mogłoby się znaleźć na 69 Love Songs w sekcji fiftiesowe sado-maso. Aż ma się ochotę zatańczyć do tego w negliżu i z miotełką do kurzu, albo tym, malakserem.

KFB: Inara George i koleżanki przywdziewają w "Double Knots" kolorowe retro-futerko, które zdaniem wielu już dawno wyszło z mody i wstyd się w nim pokazywać na dzielni. E tam. Ciężko mieć jakiekolwiek obiekcje wobec takiej dawki bezpretensjonalności, którą serwują tam w tym krótkim utworze trzy urocze panie. A że skojarzenia wędrują w tym a nie innym kierunku? Dziwnym zbiegem okoliczności wywołane wyżej przez Olę popularne Pipetki też wracają, ale chyba w ich przypadku nie ma za bardzo o czym pisać.

JB: Mega słabe jest naśmiewanie się z imion, wiem, ale za każdym razem, gdy staram się wymówić "i nara George" wybucham śmiechem, a przecież nie powinienem, bo popielec ("Wielki post" przezabawną e-dwuznacznością swoją drogą). Co do samego kawałka, to wracamy do sielskich czasów, gdy płonęły ogniska, ćwierkały ptaszki i nikt nie spodziewał się jeszcze buldożerów Thundersa, Hella i Osterberga. Niby podpisuję się pod słowami Maureen Tucker ("I didn't like that peace-love shit"), ale właśnie wróciłem z wakacji i potrzebuję trochę "Uuuu" i "turururu", więc wracam słuchać "i nara".

MJ: Utalentowane jak Nellie McKay, wyuzdane jak Pipettes, perceptywne niczym Feist – tak w skrócie można by zagaić o nowym projekcie słodszej połowy Bird And The Bee. Tym razem mamy do przysłowiowego czynienia z przysłowiowym kolektywem dziewczęcym i Bóg mi świadkiem, niełatwo oprzeć się wokalnym przeplatankom znanej w internetach xoxoinary i jej dwóch wcale nie gorszych koleżanek. Dobry żeński pop jest dobry. Płyta – produkowana przez kolesia znanego z moczenia studyjnego paluta zarówno u W. Zenvona, jak i Z. Deschanel – już za miesiąc, a na niej, prawdopodobnie, przetworzony przez niezal-świadomość sound typu Nashville w ujęciu miksiarskim czegoś leżącego, jak zbliżający się do jesieni życia jamnik, pomiędzy aktówką Jona Briona a humidorem Van Dyke'a Parksa. Wiem, że zgubiłem twój ulubiony zestaw do repasacji pończoch, ale mogłabyś przestać już się pastwić.

posłuchaj »

Aleksandra Graczyk     Jan Błaszczak     Mateusz Jędras     Kacper Bartosiak    
18 lutego 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019