PLAYLIST

Leon Vynehall
"Kiburu's"

8.0

Jak na razie ten rok należy do Walta Disneya hip hopu, MacGyvera produkcji, Baltazara Gąbki samplingu, Michała Gryzińskiego autotune'a i Zbigniewa Stonogi Twittera, czyli do Kanyego. Ale jest sporo ochotników będących w stanie pokonać Yeezy'ego, przynajmniej w walce o płytę roku. Jakiś czas temu swoją kandydaturę zgłosił zwycięzca naszego rankingu płyt roku 2014, czyli Leon Vynehall. Jego najnowszym wydawnictwem będzie Rojus, czyli zestaw dwóch dwunastek, których powstanie zainspirował przedłużony o jeden dzień pobyt na Litwie. Producent wraz z przyjacielem udał się do Contemporary Art Center w Wilnie i to właśnie tam zetknął się z książką Rojus (co podobno oznacza "raj"). Nie wiadomo, co zawierała owa pozycja (przynajmniej mi nic na ten temat nie wiadomo), ale wiemy na pewno, że tytuł i okładka książki mocno poruszyły Anglika. Wiemy również, że duży wpływ na powstanie zbioru zapowiedzianych utworów miał również dokument National Geographic o życiu rajskich ptaków. Wszystko to sprawia, że głównym wątkiem "pierwszego Aprilisa" mogą nie być "śmieszne żarty", tylko album roku. Choć lepiej bądźmy ostrożni, nawet w nadziejach na przyszłość: "not the greatest just one of".

Ale pamiętajmy też, że ciekawe inspiracje to tylko ciekawe inspiracje. I tu właśnie pojawia się "Kiburu's" dający obraz tego, w jaki sposób Vynehall zorganizował przestrzeń dźwięków w oparciu o wpływ egzotycznej przyrody. W pewnym stopniu mamy kontynuację poetyki Music For The Uninvited czy takich tracków, jak zeszłoroczny "Midnight On Rainbow Road" – wciąż w arsenale środków jest obecna ta charakterystyczna, vynehallowa stopa, nadal mamy metrum 4/4 i cały czas ścieżki poruszają się w sferze "uduchowionego house'u", któremu patronuje DJ Sprinkles. Natomiast zmieniła się barwa tkanek i faktur: zamiast dosadnie startego, zduszonego w ciemności barwnika z debiutu, "Kiburu's" mieni się rozmaitą, choć jednak trochę wyblakłą, paletą kolorów - od afrykańskich perkusjonaliów przez sample ptaków, krzyki z serca dżungli, pocięte i przerobione skrawki wokali, aż po znakomite partie trąbki w końcówce tracka. Ale to nie wszystko: rytm życia nadaje głęboki bas, co stanowi o pewnym klasycznym rysie kompozycji, która jednak przypomina nieustanny proces. Wciąż coś się tu zmienia, jeden dźwięk odchodzi, a w jego miejsce wkracza drugi, a momentami, jak na wysokości 6:15, Leon prowadzi tak wyrafinowaną żonglerkę liniami, samplami i ścieżkami, dowodzi taką ilością motywów i trzyma to wszystko w ryzach, że trudno się nie zachwycić. Dlatego nie mam złudzeń: "Kiburu's" bezapelacyjnie zaostrza apetyt przed Rojus, na który czekam nieubłaganie.

Tomasz Skowyra    
4 marca 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019