PLAYLIST

Lana Del Rey
"Video Games"

6.5

Słucham "Video Games" Lany Del Rey i zapijam piosenkę równie gorzkim sokiem grejpfrutowym. Kilka dni zajęła mi próba zwerbalizowania tego, co jest w niej tak bardzo przejmujące. Z całą świadomością banalnej prostoty kompozycji nie mogę nie docenić tego, jak wiele pięter ma zamysł Lany i jak konsekwentnie jest realizowany. Mam wrażenie, że jako mały berbeć powiedziała sobie: "a ja to będę piosenkarką z Hollywoodu" i po paru latach zrealizowała tę wizję, tyle że już dojrzałą i naznaczoną silniej ciemnymi rozczarowaniami niż dziecięcą idyllą. Lizzy Grant zapragnęła być Laną Del Rey, włożyła na głowę wieniec polnych kwiatów, wymieniła sobie usta, i zaczęła śpiewać o miłościach z głębokimi szramami. Gdyby miała do zaoferowania tylko wizerunek, powiedziałabym że wolę oryginalne oblicza lat sześćdziesiątych, jak Katharine Ross z Absolwenta albo Claudii Cardinale z 8,5. Ale Lana ma coś więcej – to zmysłowy, głęboki, hipnotyzujący głos, który budzi podejrzenia o pokrewieństwo z Hope Sandoval (por. Mazzy Star,"Fade into You"). Otwierająca "Video Games" filigranowa harfa pozwala silnie wybrzmieć wokalowi, a szkielet wzniosłej ballady buduje depresję i żarliwe wyznanie czyni żałosnym. Jedyną piosenką, która równie sarkastycznie oddaje pustkę i śmieszność sławy jest "Party Girl" Chinawoman, ale "Video Games" zyskuje na zderzeniu z szeroko pojętym American dream i na nim buduje dramatyzm. Tylko niech was nie zwiedzie ten smutek, zabawy popem nie są tej dziewczynie obce! Słowem, Lana Del Rey oferuje próbkę swojej przemyślanej stylizacji i złożonej wizji. Oby nie przekombinowała.

Monika Riegel    
18 sierpnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019