PLAYLIST

Lana Del Rey
"Venice Bitch"

5.5

Nowy singiel Lany Del Rey? Dziękuję, nie tańczę. Wulgaryzujący, bezpruderyjny i zastygły w erze VHS-u pop Elizabeth Grant od kilku lat śmierdział linią produkcyjną. Seryjność powtarzanych ikonograficznych tropów, podobny wachlarz emocji i doświadczeń proponowany w tekstach, a także muzyczny marazm, to najpewniej najtrafniejsza deskrypcja w zasadzie całej fonograficznej działalności "zadziornej Nancy Sinatry" (ta wyświechtana paralela nigdy się nie znudzi). Niewiele urozmaiceń przyniósł bluesowo-psychodeliczny feeling przemycany na Ultraviolence przez frontmana The Black Keys, elektroniczna orkiestracja Honeymoon i totalnie odklejone featuringi wypełniające cały ten uwiąd Lust for Life. I tu nagle obuchem przez łeb – ktoś z absolutnie mainstreamowego topu, zaryzykowałbym, że na chwilę obecną znacznie popularniejszy, aniżeli Ocean wypuszczający swoje "Pyramids" w 2012, proponuje dziewięciominutowy singiel. Natręctwo każe przyjrzeć się bliżej temu dziwowisku. Okazuje się, że przez blisko trzy minuty męczy jedna i ta sama, grana od lat ballada. Słodko-gorzka, przycupnięta, ogniskowa gondoliera (w końcu Wenecja, c'nie, choć nie ta nasza) z obowiązkowym akustykiem. Z czasem przeradza się jednak w coś znacznie ciekawszego – overdrive'owy soft-rock. Potem już tylko syntezatorowa i rockistyczna progresywność rozrywa nostalgiczną bezpłciowość proponowaną przez wokal Del Rey. Tu właśnie, w okolicach piątej minuty, rozpoczyna się właściwa piosenka, której autorem jest Jack Antonoff. Rozkwita czterdzieści pięć sekund później wraz z nadejściem maciupkiego crescenda suplementowanego "lanowym" mruczadłem. Wjeżdża talerz. Elizabeth Grant wreszcie oddała się w ręce kompetentnego producenta, który wskazał drogę i Taylor Swift, i ukierunkował Lorde, i może – wreszcie – zrobi to samo z paździerzowatym soundem wiecznej Lolity. "Mariners Apartment Complex" sprzed tygodnia nie napawa optymizmem, ale po doświadczeniu dzisiaj, nie jesteśmy w stanie Rey skreślić.

Witold Tyczka    
19 września 2018
BIEŻĄCE
SpiritualizedAnd Nothing Hurt
NonameRoom 25