PLAYLIST

Lady Sovereign
"Blah Blah"

7.5

Lady Sovereign – niezależnie od tego, czy w istocie jest tym, na kogo się kreuje, czy też mamy do czynienia z bardziej marketingowym produktem – to całkiem mocny akcent na scenie muzycznej Zjednoczonego Królestwa. Ha, reprezentuje się całkiem wyraziście na rapowej mapie świata. Chociaż pewnie każdy grimowy MC ma więcej charakteru niż nieśmieszny clown z MTV, znany jako Eminem, o dziwo stawiany jako wzór w dziedzinie hip-hopowych pyskaczy. Co ciekawe Lady Sov ma na tle Ema kompleksy, że niby biała i nawija. Jeśli się nie mylę, to jest to druga piosenka, w której zaznacza, że nim nie jest. Ale o tekstach później.

Jeżeli chodzi o "Blah Blah" to znakomicie podgrzewa i tak już gorącą atmosferę przez pełnometrażowym debiutem wielkiej duchem Sov. Znakomity podkład, oparty na oryginalnie brzmiącym (produkcja) gitarowym temacie, rezygnuje nieco z gniotących basów, na których opierały się w większości utwory z EP-ki Vertically Challenged. Ogólnie całość jest raczej zrelaksowana i bujająca, co stanowi przyjemny kontrast z naspidowaną partia wokalną. Lady Sov jak zwykle wyrzuca z siebie sylaby z prędkością karabinka automatycznego, a poza tym popisuje się dużym arsenałem (skąd ta zbrojeniowa metaforyka?) środków ekspresji, o którym rodzimi raperzy nie mogą nawet pomarzyć. Czego my tu nie mamy? Jest nawet charkanie i plucie, brawo!

Teraz trochę o tekście. Ok, może nie łapię poetyki współczesnego komunikatu hip-hopowego, ale większość nawijki z tej dziedziny zaczyna mnie odrobinę wkurwiać. Egotyczne wyliczanki "jaki to jestem zajebisty" (a w najgorszym razie "jedyny w swoim rodzaju") zasłyszane po raz enty zaczynają napawać mnie obawą, że ktoś – a tych ktosiów jest wiele – nieźle się nadyma. No ale może taki to już dyskurs, a może rzeczywiście "streetz of da getto" to naprawdę nieprzyjemne miejsce i jeśli nie trzyma się fasonu, można wylądować z twarzą w kiblu. Tutaj zmylę trop własnej myśli i przyznam, że Sov na szczęście – poza obowiązkowymi wyznaniami, jaka to jest oryginalna i jaki to robi big riddem (co w sumie jest prawdą) – idzie raczej w stronę ciętej ironii i dystansu wobec siebie, swojej popularności i całej sceny. No i interpretuje to na wypasionym poziomie. Spoko, nie ma to jak (nie)pokora.

Jestem bardzo za, a na płytę nie mogę się doczekać.

Piotr Cichocki    
22 czerwca 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019