PLAYLIST

Kylie Minogue
"Timebomb"

4.5

Bomba zegarowa czy zegar biologiczny? Przez lata zazdrościliśmy Kylie kriogenicznej komory regeneracyjnej, zawsze nagrzanej w gotowości gdzieś w katakumbach pod siedzibą wytwórni Parlophone, ale ów cud techniki najwyraźniej sam został nagryziony zębem czasu, bo Australijka zaczyna w końcu wyglądać na swój wiek i wysyłać sygnały o poważnej obniżce formy. "Timebomb" to zmarszczki zduszone warstwą agresywnej parkietowości, jak najdalszej od ceramicznego, tanecznego minimalizmu kojarzonego ze szczytowych osiągnięć wokalistki. Sytuacja aż prosi się o (nieco hiperboliczne) porównanie do ostatniego popisu Madonny: obie panie mają już swoje lata na karku, obie postanowiły (nagle?) drastycznie się odmłodzić sięgając po producentów muzyki tanecznej z raczej średniej półki, obie grymaszą się w niepotrzebnie potęgowanej niegrzeczności. A może warto byłoby cofnąć wskazówki zegara, powiedzmy, o jedenaście lat i w końcu wypuścić inne "Timebomb" – utwór nagrany podczas sesji nagraniowej do Fever i napisany przez samego Jacko? W ciemno strzelam, że dzieło tercetu Poole/Schwartz/Harris zostałoby zjedzone przezeń na śniadanie.

Przez lata łatwo było zgłupieć pisząc o Kylie, bo każde jej potknięcie można było zbić ucieczką w peany o perfekcyjnie prowadzonym wizerunku piosenkarki, zręcznie podtrzymującym napięcie pomiędzy pomnikowym futuro-seksapilem a bezpretensjonalnym wdziękiem spod znaku "girl-next-door". Jest rok 2012, a klip do "Timebomb" wygląda równie tanio, jak czołówka lista przebojów telewizji VIVA. Czas na otrzeźwienie?

Jakub Wencel    
9 czerwca 2012
BIEŻĄCE
SpiritualizedAnd Nothing Hurt
NonameRoom 25