PLAYLIST

Kombii
"Sen Się Spełni"

0.5

Jakiś czas temu rozpisałem się w tej rubryce o pominiętym popowym fenomenie Papa Dance i skromny artykulik miał ewidentnie pozytywny oddźwięk, co potwierdzały liczne maile na konto redakcyjne. W dobie mody na retro z lat osiemdziesiątych i ogólnie rzecz biorąc klawiszową, kiczowatą estetykę, którą lepiej pamiętają chyba nasi rodzice, pora powoli na rozrachunek z reaktywacjami wykonawców recyklowanej epoki i zajęcie stanowiska wobec ewentualnych perspektyw artystycznych tych instytucji. Brytyjczycy dyskutują comeback Duran Duran, u nas falę zainicjował bodaj Kapitan Nemo, a i kilka innych nazw coś próbuje. Lecz ich wspólny wkład nijak ma się do zasług Kombi, jednej z czołowych stricte popowych, czystej wody przebojowych kapel w dziejach polskiej muzyki, przy okazji eklektycznej i wielobarwnej stylistycznie. Na dobrą sprawę Kombi, sztandarowy przedstawiciel MMG, powstały w roku 1976, w ogóle przynależy do trochę innej bajki, choć statystyczny potencjalny odbiorca mainstreamu w tego typu rozróżnienia się nie zagłębia: "Słodkiego, Miłego Życia", "Nasze Rendez Vous" czy "Nietykalni – Skamieniałe Zło" funkcjonują w rodzimym fonograficznym krajobrazie na zasadzie cukierkowych hitów z lekką nutką dekadencji.

Wiemy, po rozpadzie O.N.A. panowie Skawiński i Tkaczyk zdecydowali się wraz z oryginalnym perkusistą kapeli Plutą wskrzesić działalność niegdyś uwielbianej u nas firmy. Warte podkreślenia natomiast, że do spółki nie przystąpił klawiszowiec Sławomir Łosowski, człowiek być może w największym stopniu odpowiedzialny za "brzmienie" zespołu w jego pierwotnej odsłonie. Pozbawiony go lub nie, "Sen Się Spełni", opener i pierwszy singiel wydawnictwa stąd sygnowanego zmodyfikowaną nazwą Kombii, a zatytułowanego c.d., ostrzega uczciwie, że te powroty rozmijają się z celem i produkują redundantne entries w katalogu ZAIKSu. Debatowałem ostatnio na ten temat, i wychodzi, że zerowość tej piosenki nie wynika wcale z obiektywnej niskiej wartości kompozycyjnej bądź pisarskiej. Bo to po prostu zwykły kawałek na 0, bez minusowych fajerwerków. Melodia nieudolnie naśladująca klimat szczytowych dokonań zespołu, aranżacje eksponujące markowe zagrywki (przestrzenne syntezatory, sztuczne bębny) i przeszczepiająca je na grunt techniki cyfrowej, wreszcie narracyjny miłosny tekst, szczerze przejmujący odległą reminiscencją "szalonych nocy aż po świt" i nieuchronną wizją "pustych dni", z wersami w rodzaju "Niezwykły czas / Zostanie w nas".

Azali problem tkwi głębiej. Zauważył Mike, Kombii, zwyczajnie, nie ma racji bytu na dzisiejszej polskiej scenie. Marginalizując rolę komercyjnego sukcesu ze względu na rynkową lukę i pięć minut dla revivalu 80s, istotę wegetowania formacji ciężko wpasować w aktualne realia artystyczne. Dalej, parsknijcie śmiechem, choć to nieubłagana prawda. Obecnie piosenki Skawińskiego są ludziom mniej potrzebne, niż jego nostalgia w głosie, wspomnienia z okresu świetności macierzystej grupy oraz kultowa anegdota na temat oddania moczu do wielkiego ucha Lenina. Nie ma szans, żeby otrzymać od nich kolejne, przykładowo, "Przytul Mnie", które mimo skażenia jednym z najbardziej abstrakcyjnych wersów w dziejach ("Noc jest wielkim kosmatym pająkiem", w h a t | t h e | f u c k | j u s t | h a p p e n e d) cudnie jechało tym słynnym funkującym basikiem i magiczną tęsknotą. Teraz mogą co najwyżej zastosować kalkę i zaśpiewać w refrenie "mocno przytul mnie", wabiąc średnio zorientowanych potencjalnych odbiorców na leksykalne skojarzenia. Jeśli natomiast miałbym jakieś oczekiwania... Can somebody please remaster and reissue Kombi's legendary self-titled debut from 1980, with original artwork and tracklisting, ha? Bo z kawałków w rodzaju "Sen Się Spełni" po latach, ba, miesiącach, nie zostanie dosłownie nic. Zostanie żal, zostanie ból.

Borys Dejnarowicz    
4 grudnia 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019