PLAYLIST

KNOWER
"Hanging On"

8.0

Bardzo prawdopodobne, że w bazie Porcys znajduje się więcej tekstów o KNOWER niż na jakimkolwiek innym portalu muzycznym. Nie ma jednak wyjścia – musi się pojawić kolejny, bo ich najnowszy singiel należy do najlepszych kawałków powoli kończącego się roku.

Zacznę od sięgnięcia po nieustająco pojawiające się przy opisywaniu muzyki Cole’a i Artadi zagadnienie czasu. Większość opinii o Let Go odwołuje się do konceptu "muzyki przyszłości". Może faktycznie czegoś takiego będzie się kiedyś powszechnie słuchać, ale "Hanging On" zdaje się przekazywać, że cała ta skrząca się miriadami barw twórczość duetu jest równie mocno osadzona w teraźniejszości. Opisywane w tekście utworu "prawdziwe życie", czyli obejmujące znalezienie pracy w godzinach 9-17 ogarnięcie się, nabiera wymowy niemalże eschatologicznej. Przekroczenie granicy, za którą czyhają odpowiedzialność, dorosłość i porzucenie młodzieńczych marzeń jawi się jako dużo bardziej przerażające i nieodwracalne niż coraz częstsze wyprzedzanie dochodów przez wydatki. W natchnionym refrenie Genevieve zachęca do celebracji życia w naprzemiennych "A little better all the time" i "It can't get no worse" i kurczowego trzymania się ostatnich skrawków swoich ideałów. Za te 50 lat, gdy doczekamy się globalnego wydobycia KNOWER z zapomnienia, będziemy pewnie słuchać classic vaporwave’u i dad freak folku, przegrywając wyścig z nieubłaganie pozostawiającą nas w tyle rzeczywistością, więc warto na razie pocieszyć się choć trochę tym, co mamy teraz.

I do tego właśnie "Hanging On" nadaje się najlepiej. Gościnne występy fikuśnych smyków i plastycznej linii basu Tima Lefebvre’a naznaczają piosenkę wyraźną organicznością, ale główni bohaterowie, mimo louisowego wyżywania się na bębnach, nadal pozostają zdehumanizowani. Artadi z beznamiętnością ludzkiego vocaloidu pomyka sobie po okazałej skali nastrojów, a Cole zasuwa po klawiszach z miną sugerującą, że tylko w niewielkim stopniu zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo wymiata. Całość wieńczy jeden z tak lubianych przez nas zapętlonych refrenów – świat wiruje, a uszy wybierają sobie melodię, którą można się napawać. Następca Let Go nie weźmie już nas z zaskoczenia i pewnie nie skłoni do rozważań typu "czego to ludzie nie wymyślą", ale nowe kawałki zwiastują być może najładniejszą płytę obecnej dekady – wystarczy TYLKO utrzymać poziom.

Piotr Ejsmont    
9 grudnia 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019