PLAYLIST

Kinga Miśkiewicz
"Nie Lubię Kobiet"

8.5

"Are our children trapped by gender stereotypes?" – pytał Guardian i między wierszami pyta też Kinga Miśkiewicz, bo przecież wyśpiewywane w refrenie: "ja nie lubię takich kobiet" zawęża i niuansuje prowokującą deklarację tytułu. Któż z Was, drodzy maczyści, nie uronił łzy nad bladolicym obliczem smęcącego z gitarą akustyczną Sufjana albo w szczytach porcyscore'owej zajawki nie roczulił się nad którymś z lukrowanych j-popów? "Yes, they're stereotypes, there must be more to life" – by zacytować 90s wieszcza. Nie do końca o feminizm się tu rozchodzi. Miśkiewicz wykracza poza archaiczne w swojej dwudziestowieczności ramy "walki płci", "poza kobietę i mężczyznę", bo przecież w erze KRYZYSU MĘSKOŚCI, Caitlyn Jenner, odcinka nr 7 Horace And Pete i selfie-feminizmu, akcentowanie inności lub słabości czy pierwiastków pozornie "kulturowo obcych" staje się normą. Może jedyna walka, jaką jesteśmy w stanie prowadzić, otoczeni fetyszem spektaklu, to walka o samoakceptację? W zawiłościach DŻENDERYZMU, czego ma właściwie ta akceptacja dotyczyć? Pudrowania noska? Piegów i tłuszczu? Ten konflikt podbijany coraz bardziej niewidzialną, płynną reklamą i mechanicznym, nieuświadomionym konsumpcjonizmem, paradoks późnego kapitalizmu i wielkomiejskiego lewactwa zasłuchanego w wysokobudżetowych ziomkach w Versace chyba nigdy już nie zostanie rozwiązany. Chyba że agresywnym nawrotem post-konserwatyzmu (co już się odbywa).

W każdym razie, ja nie wiem, nie podejmę się odpowiedzi, a jedyne co mnie ostatnio martwi w naszej rzeczywistości, poza rosnącą ceną fajek i masła, to coraz częstszy brak uczucia popowego, niezmąconego kontekstem eskapizmu. I choć "wracając do sedna", próba wybrnięcia ze stereotypowej kobiecości kończy się porażką (porażką?), "trzepotaniem rzęsami", to na szczęście warstwa muzyczna wygrywa. "Nie Lubię Kobiet" z niedawno wydanej EP-ki To Mi Nie, spełnia wszelkie moje zachcianki, a zwłaszcza jedną – z wierzchu wszystko brnie jak mainstreamowy banger, ale tak naprawdę – począwszy od organicznych bębnów – od razu wymyka się ramom gładkiej, dance-popowej progresji i półtonowe zejście w zwrotkach tylko to potwierdza, stając się jednym z głównych fundamentów tej post-prince'owskiej kompozycji. Zabieg prosty, ale jakże skuteczny. Jakby jeszcze brakowało wrażeń, Miśkiewicz dodaje monumentalny refren, który w roku 2017 dystansuje wszelkie popowe wokalistki. Nie tylko w Polsce, ale może i na świecie ("jesteśmy już nie tylko w Europie, ale chyba nawet w kosmosie"). Houstonowski mostek ("Houston mamy problem"), to kolejny popis wokalnych umiejętności, rozkosz wylewa się za brzegi, wykracza poza pięciolinię. "Czuję się spełniony". W tej ponad 3-minutowej petardzie mieści się więcej treści niż w stosie singli, które w tym roku przeleciały mi przez palce.

Jakub Bugdol    
31 października 2017
BIEŻĄCE
John MausScreen Memories
Tame Impala"List Of People (To Try And Forget About)"