PLAYLIST

Killers
"Somebody Told Me"

8.0

The Killers to w pewnym sensie fenomen. Choć zabawowym bandem ubiegłego roku oficjalnie i jednogłośnie ogłoszono Franza, zespół z Zachodniego Wybrzeża potrafił jedną z dwóch dobrych piosenek na płycie sprawić cud. Który to cud spostrzegłem, gdy wśród moich bynajmniej nie rockowych znajomych zacząłem masowo znajdować oryginalne (kolejna niespodzianka) Hot Fussy. Powód – "Somebody Told Me". Typ idealny gitarowej muzyki zabawowej.

Dyskotekowy wykop wpisany immanentnie w numer od pierwszych sekund aktualizuje się w mało skomplikowanym, aczkolwiek uciesznym współtowarzyszeniu wchodzącej gitary i uroczo kiczowatych klawiszy. Wszystko to wraz z 22 sekundą płynnie przechodzi w efektowny, tłumiony, szesnastkowy, dźwiękowy stroboskop podszyty płynną, acz miarową basową linią basu wtapiającą się w dekadencki tekstowy pejzaż ("But heaven ain't close in a place like this / Anything goes but don't blink you might miss"). Po każdym kółeczku (4 takty) w tym stylu dostajemy o połowę krótszą progresję akordów, która płynnie prowadzi piosenkę do dynamicznego mostka ("Bring it back down, bring it back down tonight"). Zgodnie z najlepszymi parkietowymi wzorami przed ostatecznym ciosem wydarza się króciutka pauza. To, co następuje po niej, warte jest z pewnością milion dolarów.

Refren zabija, serio. Za pierwszym razem podany jedynie jako niepozorny i nieopierzony jeszcze teaser, zakończony nawiązującym do początkowych dźwięków piosenki 80sowym hookiem na klawiszach, po drugiej zwrotce i mostku rozpędza się i wymiata bitem basu i perkusyjnego hi-hata synkopowanym na słabszą ósemkę. Pod ociekający glamem podkład Killersi serwują perwersyjny, lecz bezpretensjonalnie postmodernistyczny liryk, z którym będą kojarzeni przynajmniej dopóty, dopóki nie nagrają jeszcze większego hitu. Miliondolarowy refren wpada w ucho natychmiast, mimo iż dość nietypowo składa się z dwóch części (dla przypomnienia klasycznym dwuczęściowym refrenem jest niesławny muzyczny wirus z "Powiedz" Die Drei), za co chłopakom należą się najwyższe słowa radiowego uznania.

Minusem numeru, a także całego, znacznie słabszego materiału The Killers jest bez wątpienia balansowanie po niebezpiecznej granicy muzycznego kiczu. Z jednej strony mamy do czynienia ze świadomie obraną, postmodernistycznie legitymizowaną stylistyką, a w przypadku tego numeru silnie działa jednak grawitacja libertyńskiego (kon)tekstu. Z drugiej zaś strony granica przegięcia leży w głowach, a nie w samej muzyce, przez co nawet takie cudeńko można przekreślić na starcie lub uwalić konfrontując z resztą płyty. Otwarte umysły z pewnością numer ucieszy.

Marcin Wyszyński    
1 czerwca 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019