PLAYLIST
Kendrick Lamar

Kendrick Lamar
"The Blacker The Berry"

8.0

Kendrick Lamar w 2015 jak Wallach Thurman przed ponad osiemdziesięcioma laty kreśli czterdziestoma ośmioma linijkami swoją własną Novel Of Negro Life. Robi to o niebo lepiej, bardziej efektownie i z przytupem niż jego inne ciemne ziomki: lekko ośmieszający się w swoich wywodach zahaczających o temat pozycji afro–społeczności w Stanach Zjednoczonych Killer Mike czy wiecznie naburmuszony Spike Lee atakujący (tym razem za pośrednictwem Selmy i postaci Avy DuVernay) Akademię Filmową za rzekomy deficyt "czarnych nominacji" na tegorocznej gali. Do promocji drugiego singla, prawdopodobnie najbardziej zaangażowanego tekstowo w całym jego dotychczasowych dorobku artystycznym utworu, K. Dot wykorzystuje wygenerowany w ciągu ostatniej doby medialny szum wynikający z odebrania przez niego statuetki Grammy za najlepszy rapowy występ. Chapeau bas – doskonale rozegrane!

Akcja nie do końca lubianego przeze mnie, a przemilczanego na Porcys, "i" rozgrywała się wewnątrz Duckwortha. "The Blacker The Berry" odrywa się od postaci, skupiając się na otaczającym ją świecie. Lamar–obserwator, Murzyn z krwi i kości ("Came from the bottom of mankind / My hair is nappy, my dick is big, my nose is round and wide"), skacze od zastrzelonego Micheala Browna oraz wydarzeń w Ferguson przez tweeterowe zatargi z Kidem Cudim i Azealią Banks, którym to nie do końca odpowiadał punkt widzenia mieszkańca Compton na tragedię w Missouri, do problemu współczesnego rasizmu w ujęciu najogólniejszym. Jak zwykle zachwyca przy tym mnogością wielowersowych metafor, nieoczywistych follow-upów i oryginalnym podejściem: zapowiedzianą w pierwszej strofie ("I'm the biggest hypocrite of 2015 / Once I finish this, witnesses will convey just what I mean") przewrotną i odważną pointą dwuzwrotkowego manifest-songu: "So why did I weep when Trayvon Martin was in the street? / When gang banging make me kill a nigga blacker than me? / Hypocrite!". Wszystko to uzupełnione zaśpiewaną w duchu rytmu miasta Kingston mantrą Jeffreya Campbella. Kendrick rośnie i aspiruje do miana najlepszego rapera w historii gatunku, bo na półmetku dekady raczej nikt złotego medalu za dziesięciolecie mu z rąk już nie wydrze.

Witold Tyczka    
11 lutego 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019