PLAYLIST

Kelis feat. Too $hort
"Bossy"

5.0

Kiedyś przez przypadek natknąłem się w kiosku na pisemko o uroczym tytule "Fetysz – magazyn dla fanów dominacji". Na okładce milutki pan ubrany w skórę ozdobioną dodatkowo różnymi ćwiekami, oczywiście z maską na twarzy i pejczem w dłoni. Nowego wizerunku Kelis co prawda nie można uznać za aż tak ekstremalny, jednak mam wrażenie że już niedaleko jej do takich klimatów. Różnica pomiędzy tym co było można znaleźć na debiutanckim Kaleidoscope, a tym co serwuje nam pani Jones w "Bossy", jest niewątpliwie ogromna.

Zmian jest wiele, i dotyczą one nie tylko wyglądu zewnętrznego samej Kelis, lecz również tej tak zwanej warstwy muzycznej oraz tekstowej. Zamiast gęstych loków otrzymujemy zdecydowaną w swojej formie krótką fryzurkę, a do tego różnej maści dziwne kostiumy. Z kolei udaną do tej pory współpracę z Neptunes Kelis zamieniła na zestaw mniej znanych producentów, co sądząc po odsłuchu "Bossy" wcale na dobre jej nie wyszło. W podkładzie, pomimo pozornej oryginalności, tak naprawdę niewiele się dzieje. Dostajemy mało przyjazne klikadło, trochę niezdecydowane w swojej formie i przez to nijakie, a po kilku przesłuchaniach wręcz męczące.

Podobnie ma się sprawa tekstów, które serwuje nam Kelis. Już dawno udowodniła, że daleko jej w tej materii do sztandarowych gwiazdeczek r&b, jednak wydaje się że to co przygotowała dla słuchaczy w "Bossy" za bardzo przekracza pewne granice. W refrenie śmiało wyrzuca z siebie "I'm bossy / I'm the bitch you love to hate / I'm the chick that's raised the stake", i chociaż daleko mi do moralności typowego (wszech)Polaka, to coś tu mimo wszystko jest nie tak. Wydaje się, że zamiast niegrzecznej i zbuntowanej, otrzymaliśmy Kelis zbyt wulgarną. A w takiej formie zdecydowanie straciła coś ze swojego wcześniejszego uroku.

Łukasz Halicki    
13 października 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019