PLAYLIST

Kaiser Chiefs
"Oh My God"

7.0

Debiutujący kwintet z angielskiej metropolii Leeds, od pewnego czasu (poniekąd słusznie) uważany za kolejną "nadzieję wyspiarskiej muzy", potrafił wypracować sobie własną, paradoksalną formułę revivalowego rocka – wtórną, acz w pewnym sensie oryginalną, pełną interesującej treści zamkniętej w ramy sprytnego naśladownictwa klasycznych estetyk. Konwencję odbiegającą od najmodniejszych trendów brytyjskiego grania, lecz jednocześnie wyznaczającą mu nowy stylistyczny kierunek. Lądując znacznie bliżej energetycznej żywotności Futureheads niż smętów Keane czy Hope Of The States, poszerzając równocześnie punkowe korzenie o najrozmaitsze, eklektyczne smaczki, Kaiser Chiefs oferują z gruntu inne spojrzenie na epigońskie zapędy Angoli.

"Oh My God" to przede wszystkim aranżacyjna i melodyczna potęga zwrotki: rhythm'n'bluesowy feeling, psychodeliczna gęstość atmosfery i łatwo wyczuwalny neo-modowski posmak The Jam. Poszczególne motywy dobrane są wyjątkowo finezyjnie, tak samo jak oszczędna instrumentalizacja, z nieobecnym, podrygującym w tle bassem na czele. Co prawda, refren stanowi już lekką odskocznie w stronę akcentów znanych z Franza Ferdinanda i jego funk-punkowych ziomków, ale tak czy siak pasuje doskonale, nadając piosence wielkomiejski, robotniczy klimat, tak brytyjski, jak to tylko możliwe. Ostateczna konkluzja dotyczyć musi więc współczesnego, wyspiarskiego rocka: o mój boże, coś zaczyna się dziać.

Patryk Mrozek    
21 czerwca 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019