PLAYLIST

Jennifer Lopez
"Get Right"

9.5

W poprzednim odcinku przygód tej bufoniastej latynoski, właścicielki krągłych, szerokich rozmiarami bioder, zastanawiałem się, czy aby doczeka się ona kiedyś w swoim repertuarze piosenki o uroku zdolnym zaczarować rzesze niezal-słuchaczy w stylu, w jakim "Toxic" dokonało tego dla Britney. Dziś jesteśmy wszyscy mądrzejsi o "Get Right", singiel promujący najnowsze wydawnictwo koleżanki, zatytułowane Rebirth. Aczkolwiek kwestia znów ma dwa oblicza i nie pozwala na jednoznaczną odpowiedź. Niby istotnie, jak celnie zauważył już ktoś w bezpośrednim odzewie do artykułu o "All I Have", czysto muzycznie "Get Right" to absolutnie lopezowe "Toxic", o czym szczegółowo za chwilkę. Natomiast obawiam się, że kulturowa rola kawałka zakończy się na playlistach Zetek i Esek. Problem leży w trwałym zamknięciu alternatywnych "elit" na komercyjny pop, i wymaga zresztą osobnej dyskusji. Wystarczy spojrzeć wokół: nawet lotność "Toxic" objawiła się niewielu otwartym głowom z kręgu niezal, i nie mówię tu wcale o upośledzonych gustach polskich środowisk! Co więc dopiero subtelniejszy, delikatniejszy groove "Get Right", czego miałbym przecież oczekiwać. Ale my, tutaj, nie będziemy się limitować względem żadnej zajebistej muzyki, pop lub mainstream lub niezal lub alt, prawda?

Och, utwór. Utwór potwierdza, że kobieta o niebo lepiej czuje się w czułej, balladowej estetyce, niż dichowych rypankach. Startuje z jęczącej repetycji zapętlonej próbki fujarki, nadającej drive podkładowi, kompletnemu z prostym bitem stopa-klask i szemrzącymi synth-marakasami. Performans wokalny samej J-Lo rozwala na dwóch odrębnych płaszczyznach. Po pierwsze, wyśpiewywane linie zachwycają wyrafinowaniem spontanicznych, acz piórkowo-lekkich skoków nutowych (think plątasy Beyoncé z Writing's On The Wall), a interpretacja wciska w glebę łatwo wyczuwalnym, żarliwym feelingiem. Po drugie, głos Jenny, przyznajmy uczciwie, nabrał dzięki tym wszystkim beznadziejnym "Waiting For Tonight" własnego znaku firmowego i tu panuje niczym jakiś "wielki głos muzyki pop", znienacka. Kto się spodziewał tak inteligentnych i pokomplikowanych przeciwfraz (refren!) od laski, której tyłkiem jarają się drechole? Spokens, sprawdźcie co się dzieje dalej... Kameralne klubowe pianino, pomieszane chórki, dyskretne smyki, kapitalnie żrący hook fujarki z intra (nowy!) i brzdęki gitarki na szybkości konstytuują arcydzieło ciepła, prowokujące odruchy przytulenia bliskiej osoby i porównywalne z finałową magią podobnego harmonicznie "Day One" Blackalicious. Cholera, uszczypnijcie mnie no.

Krótkość trwania pozostawia boski niedosyt. Olewam fakt obleśnego paradowania solistki w spoconym podkoszulku w clipie, bo oto kołysze mnie świeży standard r&b na wieki wieków. Mógłbym machnąć wypracowanie o zaletach tego tracka. Weźcie moment z 1:24, w którym na sekundkę zaiskrzył kolesiówie timbre, zachrypnął się. Weźcie zamierzony niedobór basu, dodający całości chorej tajemnicy. Doznajcie nad-treściwy minimalizm, przejrzyste rozplanowanie i formalną elegancję kompozycji. Doznajcie że nie chce się wciskać "stop" po prostu przy tej miękkiej, Kanye-like (znów) produkcji. Aha, a na koniec dwie rzeczy. Przypadkiem kręciłem się po Empiku kiedy leciało całe Rebirth i czar pryska w kontekście pełnego materiału longplaya. Oraz umowa stoi: gdy pewnego dnia pochwalę przebój Sarah Connor, wówczas jebnijcie mnie w łeb z łaski swojej. (Śmieszne, ale zdaję sobie doskonale sprawę z relatywizmu takich deklaracji, and, of course, that's what listening to the music is all about!) Lecz zanim to nastąpi, sorewicz – nie potrafię kłamać i jestem zupełnie szczery uznając "Get Right" najlepszym jak dotąd singlem roku, prawdopodobnie kandydatem do topu 2005 w tej kategorii.

Borys Dejnarowicz    
2 kwietnia 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019