PLAYLIST

James Blake
"Order / Pan"

6.5

Rok 2005. Londyn. James Blake, wątły 16-latek, zamieszkały w Lewisham patrzy na zegarek. Jest prawie północ. Mimo późnej pory siada za fortepianem i, jak co wieczór, zaczyna rozkminiać harmonie, które już za kilka lat zrobią z niego idola nastolatek w zerówkowych ray-banach.

Tymczasem w nieodległym rejonie Brixton, w klubie Mass rozpoczyna się właśnie kolejna z cyklicznych imprez DMZ, wkrótce mających stać się przedmiotem kultu. Za gramofonami jak zwykle Mala i Coki – niskie basy trzęsą nieopatrznie pozostawionymi kuflami po piwie, klubowicze na parkiecie wyginają się w bliżej nieokreślonym tańcu. Nikt nie zwraca uwagi na zdezelowanego DeLoreana DMC-12 wolno podjeżdżającego pod drzwi klubu. Wtem charakterystyczne drzwi otwierają się, a z samochodu wybiega postać bliżej niezidentyfikowana postać - sprawnie wymijaja bramkarzy, z impetem wparowuje do klubu po czym biegnie prosto w kierunku dj‘ki. Docierając do osłupiałego Mali wręcza mu nieoznakowany dubplate i szepce coś do ucha. „James... what?“ – chce zapytać dj, ale przybysza już nie ma. Ludzie przed klubem dziwią się dwóm ognistym śladom, które pojawiły się nie wiadomo skąd.

Niewiele myśląc, Mala wrzuca winyl na decki i odsłuchuje fragmenty w słuchawkach. „Niezłe“ – myśli sobie i decyduje się puścić A-side na cały klub. Przejście następuje bez żadnych zgrzytów – kiedy dźwięki basu i bębnów z nieznanej płyty wypełniają klub, co bardziej pijani imprezowicze nie orientują się nawet, że gra już inny kawałek. Po kilku trackach Mala decyduje się i na B-side. Gęsty jak smoła bas i oszczędna perkusja, tym razem w towarzystwie pogłosów i białego szumu znów przypuszczają szturm na szyby w oknach, wprawiając je w ruch wahadłowy. Klubowicze krzyczą z uciechy, ktoś wrzeszczy nawet „Pull-up! Pull-up!“. Mala uśmiecha się pod nosem. Wie, że to będzie dobra noc.

Rok 2011(?). 21- letni James Blake jak co wieczór siada przy fortepianie. Gra parę akordów „Limit to Your Love“ Feist, ale wspomnienie okularów zerówek przyprawia go o mdłości, więc przestaje. Zamiast tego zaczyna błądzić myślami wokół imprez, na które jeszcze kilka lat temu musiał wymykać się w tajemnicy przed rodzicami. Siada do komputera i w godzinę trzaska dwa kawałki pozbawione jakiejkolwiek harmonii – „Order“ i „Pan“. Nie zauważa niepozornego DeLoreana podjeżdżającego pod dom.

Marcin Sonnenberg    
28 lipca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019