PLAYLIST

Instrumentalos
"Why Don't You"

7.0

FK: Słodkie czasy dyskotek na sali gimnastycznej... Jeśli Instrumentalos nie zginą po gigantycznym odszkodowaniu, jakie będą musieli wypłacić Calvinowi Harrisowi za motyw w "Let Me", to mogą w tym roku okazać się gwiazdą reaktywowanej Parady Wolności w Łodzi (decyzję radni podejmą na dniach).

MJ: Jak to było przewidywane, napływa fala tanecznych hitów mieszających rozwydrzone house'owe nabijanie czwórek z zestawem melodycznym wprost od protoplastów eurotrashu. Nie będziemy marudzić, lubimy statyczne figury synthów (geometria dla klas I-III), wokale z czasów świetności Jacko i początków wątpliwych sukcesów Rockwella (serio, jeśli na poważnie chcecie myśleć o słuchaniu Instrumentalos, "Somebody's Watching Me" i wszystkie tegoż nierapowe covery to praca domowa na ocenę), dużo taniego snare'u oraz wybujałe refreny, a tak się składa, że szwedzki duet potrafi to robić nie gorzej niż Jurgen raggę muffin.

KB: Już bardziej niż do klasycznego eurodance'u z lat 90., następuje tu powrót do funkcjonującego na przełomie poprzednich dekad równolegle do osiągającego wtedy szczyty french-touchu, trance-house'u, który akurat można w przeciwieństwie do "rówieśnika" wspominać bardziej sentymentalnie, niż na podstawie rzeczywistej jakości. Zasada po odsłuchu – "Ej, ale przypomniałem sobie fajny kawałek... A, nie, to jednak był syf" – jest zdrową normą. "Why Don't You" mnie dlatego cieszy, że chwytając te tanie wzruszenia, którym ciężko wierzyć, nie ucieka się tylko do zabawienia się konwencją, ale zalicza też fajne, całkiem kreatywne momenty, a fragmenty wokalne brzmią jak 100 innych kawałków i jednocześnie właśnie w tym jednym wyjątkowo dobrze. Udało się uniknąć kopiuj-wklej, utrzymać równowagę i podejść do tego trance'owego renesansu z sentymentem, ale na szczęście nie pozbawionym delikatnego dystansu, co się wcale często nie zdarza, a przynajmniej takie wyniosłem z wrażenia z myszkowania kiedyś po didżejskich blogach. Może zanika podział na "cool" i "uncool", ale tu jeszcze chyba nie zaniknął do końca, bo cudem udaje się nie wpaść do tej drugiej szuflady. Choć właściwie nie jestem pewny tej tezy, skoro ci, którym się ta sztuka nie udaje, prawdopodobnie odniosą jednak większe sukcesy, jadąc na prostej i zrozumiałej fali sentymentu, czego chyba dowodem jest może jeszcze nie głośny singel Calvina, ale jego (nie tylko ostatnia) płyta na pewno.

WS:



posłuchaj »

Kamil Babacz     Mateusz Jędras     Filip Kekusz     Wojciech Sawicki    
17 lutego 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019