PLAYLIST

Hotel Mexico
"Dear Les Friends"

6.0

Zaczyna się gitarą przypominającą "Bright Lit Blue Skies" i podobne, a na wysokości czternastej sekundy wchodzi wokal zdradzający, że Hotel Mexico jest zespołem rodem z Kioto, a ponadto inspirującym się także "prawdziwym" Pinkiem. Znowu. Chwilę przed pięćdziesiątą sekundą pojawia się mostek, który zostaje nieprzyzwoicie przeciągnięty... i okazuje się być refrenem. Nagle rozumiemy, że właściwie mamy do czynienia z pogodną, melodyjną dekonstrukcją na wszelkich Arielach, syntezatorach, przytłumionym brzmieniu oraz wszystkim innym, co powinno być pod ręką i rozumiemy zarazem, że jest to dobre. Nie zmieni tego nawet fakt, że to przecież po trosze hauntology, po trosze j-pop, a jako serwis stajemy się tacy przewidywalni, że trudno doprawdy zachować proporcje i pamiętać o tym, że w Teraz Rocku za jedną z setki płyt wszechczasów uważa się album zespołu My Chemical Romance, a na Pitchforku ciągle jara się Arcade Fire czy Beach House. Diagnoza jest taka, że narasta w muzyce tendencja, dzięki której coraz więcej bardzo fajnych rzeczy to rzeczy zarazem całkowicie zbędne. Ale może to moja zasługa.

Radek Pulkowski    
6 czerwca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019