PLAYLIST

HNC
"I Dream I Dead"

6.5

Wojtkowi skojarzyło się "I Dream I Dead" z takim zespołem Guitar, moje myśli za pierwszym razem pobiegły jednak jedynie w stronę przyjemności. Ujawnię to. Początek jak z Causers Of This, a zaraz po nim zespół szybko pokazuje prostotę całego nagrania ze wszystkim co chciałoby może być nieoczywiste zrobionym z niefrasobliwego łączenia łatwych kontrastów. Mamy krajobraz jaki mamy, a tu hajda! I to mi się oczywiście spodobało, a kiedy uszy moje posłyszały głos klonu Bilindy Butcher, zrobiło mi się po prostu bardzo przyjemnie. Na pewno dzięki temu, że to nie tylko zasługa ukochanej barwy, ale też urody i melodyjności linii wokalnych. Może od niechcenia, może nieistotnie, ale jak ulotnie i ładnie się ten kawałek prezentuje.

Późniejsze odsłuchy były już naznaczone koniecznością opisu, a zatem z automatu pojawiło się kilka myśli o konieczności redefinicji prywatnego odbioru, no i jedna taka, którą tu ujawnię, a która uczepiła się tego Causers na początku. Dzięki analogii pomyślałem ponownie, o ile klas lepszy jest ten Toro jako osobowość studyjna od innych. Myślę o jego debiucie właśnie trochę w kategoriach nowego Loveless – za sprawą jakości i podobnej konstrukcji jeśli chodzi o magmę, z której na obu albumach wyłania się prostolinijna wartość estetyczna. Otóż, gdyby nowe Loveless było po prostu piękne – nikt nie miałby z tym problemu. Uroda, czar, napięcie wystarczałyby. Ale nie, jest też magma powstała nowymi środkami.

Dość ambiwalentnie czuję się dziś na fali znaków, ale nie mówcie tego członkom zespołu HNC, bo gdybym ich spotkał, to chciałbym spodobać się wokalistce co najmniej tak, jak mi spodobało się ''I Dream I Dead''. Nie ma tu o czym mówić, na użytek tekstu trzeba snuć zatęchłe refleksje pomyślane rok temu, ale mam nadzieję, że mnie rozumiecie.

Radek Pulkowski    
10 września 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019