PLAYLIST

Hiatus Kaiyote
"Shaolin Monk Motherfunk"

7.5

Chyba nie będzie żadnym zaskoczeniem, jeśli zdradzę, że "Breathing Underwater" wprowadził sporo zamieszania w naszych redakcyjnych szeregach. Nie bez przyczyny zresztą, bo o ile By Fire (EP) pokazało, że należy się Australijczykom bacznie przyglądać, o tyle dopiero wraz z ”Breathing” kwartet z Melbourne wskoczył na wyższy poziom. Dodajmy, że to poziom obecnie osiągalny naprawdę dla nielicznych.

Muszę przyznać, że miałem pewne obawy, że tak jak w przypadku Tame Impala poprzeczka została zbyt wysoko podniesiona, ale na szczęście mój niepokój był nieuzasadniony, bo "Shaolin Monk Motherfunk" miecie niemal równie mocno jak świetny poprzednik. Największą siłą Hiatus Kaiyote jest charakterystyczny dla nich eklektyzm oraz bogactwo brzmienia, które poprzez swój nieco futurystyczny sznyt przywodzi mi na myśl (ostatnimi czasy trochę niesłusznie zapomnianych) Gang Gang Dance z okresu Eye Contact. Zabawa melodią i rytmem są dla nich jak piaskownica – zespół posiada niesamowitą lekkość układania niezwykle plastycznych, chwytliwych linii. Monika w kontekście "Breathing Underwater" pisała, że każdy fragment kompozycji żyje własnym życiem oraz swoją stylistyką i do końca nie wiesz, co się za chwilę wydarzy. Mogę się jedynie pod tymi słowami podpisać i dodać, że "Shaolin Monk Motherfunk" podąża tym samym tropem, kładąc przy tym chyba jeszcze większy nacisk na gęstość brzmienia – z każdym przesłuchaniem można wychwycić kolejne mikromotywiki, którym poprzednio nie poświeciło się należytej uwagi, będące doskonałym mariażem współczesności z tradycją. Dla mnie Hiatus Kaiyote są trochę takimi Fiery Furnaces neo soulu (na etapie Blueberry Boat), właśnie ze względu na wspomniany powyżej eklektyzm, zabawy metrum i żonglerkę stylami, ale też silne zakorzenienie w przeszłości, które potrafią przekuć w świeże podejście do dźwiękowej materii.

Jeżeli pozostałe numery utrzymają poziom ”Shaolin Monk Motherfunk” oraz ”Breathing Underwater”, a wnioskując po aktualnej formie zespołu możemy przyjąć, że jest to bardzo prawdopodobne (niecierpliwi znają już odpowiedź – nie ukrywajmy, że zapowiedziany na maj Choose Your Weapon wyciekł jakiś czas temu do sieci – ja jeszcze nie sprawdzałem), to będziemy mieć solidnego kandydata na czołówkę listy rocznej. Co najmniej.

Marek Lewandowski    
17 kwietnia 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019