PLAYLIST

Herbert Grönemeyer
"Mensch"

6.5

Niemieckie stacje muzyczne budzą niechęć (zwłaszcza gdy żywot zakończyła niezależna Viva Zwei). Oprócz przeważnie mało ambitnych produkcji anglojęzycznego, komercyjnego popu, włączając Vivę czy też MTV2 Pop narażeni jesteśmy również na nieogarnięte obszary syfu śpiewanego do tego językiem brzmiącym – jak to określił mój znajomy – "jak by ktoś wysypywał na asfalt gwoździe". I choć nie jestem entuzjastą tej niestety dosyć powszechnej opinii, to rzeczywiście trudno o mowę mniej muzykalną; jakoś trudno przywołać sobie obraz geniuszu choćby ballady obfitującej w te wszystkie "sch" czy też "ö", do tego nieuchronnie wymawianych gardłowo. Znaleźli się za miedzą artyści, którzy to pojęli, przechodząc na bardziej miękki angielski. W pierwszej kolejności należy tu wymienić legendarne Can. (Ściągał z nich nie byle kto, bo Radiohead, grywając zresztą na koncertach jeden z ich coverów. Tak dopowiadam, jeśli jeszcze się wahacie co zrobić z miedziakami wrzucanymi do skarbonki.)

I tak traktowałbym z góry wszystko, co śpiewane po niemiecku (oprócz paru przypadków artystów niezależnych, mam tu na myśli choćby Kraftwerk) za godne pobłażliwego postrzegania badziewie, gdyby nie pewna lekcja w instytucie austriackim, jakieś pół roku temu. Lektorka zgodnie z instrukcjami z książki serwuje nam co jakiś czas jakiś "Der Wohnungssuche-Rap" (hip-hop o poszukiwaniu mieszkania skromnie lokujący się poniżej naszej skali) albo sędziwe przeboje dla fanów bawarskiego folkloru (na pewno kojarzycie te puszyste szwabki w tradycyjnych strojach, które uśmiechają się na ZDFie do ubranych niby na polowanie panów z akordeonami).

Raz jednak unsere Frau przyniosła na CDRze utwór niejakiego Herberta Grönemeyera. Raczej śmiałem się z typowo radiowo-kiczowatej aranżacji (pojawił się gdzieś nawet ślad "młodzieżowego" skreczu), do momentu gdy dotarły mnie słowa. Teksty święcącego po latach przerwy olbrzymie triumfy w Niemczech Grönemeyera można uznać za odpowiednik liryków naszego Grzegorza Turnaua. Ponieważ (głównie za jego starsze albumy) żywię do rodzimego barda (?) sentyment ("Cichosza" to mój były, pradawny "absolut", choć wtedy stosowałem oczywiście inną nomenklaturę), prezentowany nam "Mensch" momentalnie wzbudził moją sympatię. Choć kawałek zawiera momenty kontrowersyjne (pominę milczeniem ten mostek w połowie), to melodia i te wołane ze szczerą emfazą słowa o tytułowym "człowieku" zdolne są poruszyć: "Und weil er schwärmt und glaubt / Sich anlehnt und vertraut / Und weil er lacht / Und weil er lebt / Du fehlst". Niby nic to wielkiego, a jednak żal, że hity polskiego popu od jakiegoś czasu prezentują poziom bliższy raczej tym groteskowym zapaleńcom z ZDFu.

Jędrzej Michalak    
18 lutego 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019