PLAYLIST

Halo Benders
"Surfer's Haze"

8.5

Halo Benders to mało znany side-project liderów dwóch niezwykle ważnych kapel ze stanu Waszyngton. Dobry duch i niestrudzony animator niezależnej sceny Northwest oraz założyciel tak drogiego nam dzisiaj K Records, Calvin Johnson z Beat Happening spotkał się z Dougiem Martschem, wówczas jeszcze chłystkiem świeżo po długogrającym debiucie Built To Spill i chwilę przed There's Nothing Wrong, by obaj mogli podjąć się realizacji swoich mniej przyswajalnych pomysłów. Kolaboracja okazała się mieć trwalszy charakter; w efekcie Halo Benders doczekali się aż trzech wydawnictw, z których ostatnie zyskało powszechnie największe uznanie.

The Rebel's Not In porusza się gdzieś na przecięciu melancholijnych epików Perfect From Now On, nudnawych kwilących smętów późniejszego Ancient Melodies i kpiarskiego quirky-popu z folk-bluesowymi inklinacjami. Obdarzony charakterystycznie głębokim, grubym barytonem Calvin Johnson potrafi naśladować manierę country'owego barda, gotyckiego nowofalowca i folkowego pastiszowca w rodzaju Johna Linnella z They Might Be Giants i on jest postacią numer jeden na Rebel's Not In. Przeciągłe licealne zawodzenie Martscha wkracza za to w formie pełnoprawnej drugiej linii wokalnej, w ciekawy sposób kontrastując niedźwiedzi timbre lidera Beat Happening i wprowadzając element nostalgii w klimaty zazwyczaj humorystyczne.

Mroczną, curtisową stronę duszy Johnson ujawnia w "Surfer's Haze", być może najciekawszym, najbardziej poszukującym kawałku na płycie. "I wanna lose myself in you" śpiewa Calvin przekonywająco, jakby trzymał właśnie w dłoni żyletkę i zastanawiał się, czy robić z niej użytek. Nieśmiało plączące się gdzieś z tyłu smyki przypominają stonowaną, smutną wersję brawurowych partii wiolonczeli z Perfect. Zaskakuje natomiast poszarpany sposób, w jaki wprowadzone są budujące podkład akustyczne strzępki, niemal antycypując najbardziej konwencjonalne fragmenty twórczości Books. Te śliczne króciutkie motywiki ewokują klimat uroczego bedroom-popu, a zarazem wspierają płaczącego Johnsona, kreując poprzez nerwowe, frakcyjne struktury atmosferę niepewności. Nie spodziewałem się po Halo Benders tak otwartego i nowoczesnego podejścia do kompozycji.

Michał Zagroba    
4 października 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019