PLAYLIST

Guitar
"Sunkissed"

5.5

Duch MBV wiecznie żywy! Od niepamiętnych (dla nas – młodych wilków) czasów początków lat dziewięćdziesiątych mniejszą lub większą inspirację tym legendarnym (mhm) zespołem zdradzało wielu wykonawców. Wydaje się jednak, iż dopiero nurt szeroko rozumianej nowej elektroniki odnalazł w klasykach (właściwie z tego co mi wiadomo twórcach) shoegazeru źródło wspaniałego potencjału do stylistycznej fuzji. Fennesz, Manual, M83, Pluramon – oto przykłady jedynie pierwsze z brzegu. Wspomnianą fascynację MBV bardzo wyraźnie widać również u Guitar: zamglone, senne podkłady, przytłumione śliczne wokale i beznamiętna, martwa (tu programowana) perkusja (btw podobno na Loveless Shields ciął żywe bębny O'Ciosoiga i od nowa z pietyzmem składał z nich właściwe bity) przywołują w pamięci samotne noce spędzane na próbach zrozumienia geniuszu Irlandczyków i ich opus magnum.

Myślę, że Sunkissed można z powodzeniem traktować jako "namiastkę", a do pewnego stopnia nawet "substytut" Loveless czy Isn't Anything. Okazuje się to na co dzień niezwykle przydatne, bo przecież wiadomo, że nikt nie słucha płyt dziesiątkowych na okrągło (praktycznie w ogóle się ich nie słucha), a Guitar może sobie lecieć choćby jako tło. Ostatnio zapuszczałem niemal każdego wieczora, będąc zajęty czymś innym, bez ryzyka profanki. Takie płyty-remindery klasyków to naprawdę dobra rzecz, oczywiście o ile nie są tylko ich nieudolną kopią. Dają nam dużo przyjemności, bez potrzeby specjalnego skupiania się, "budowania odpowiedniego nastroju". Aha, ja tu niby cały czas piszę o title track, ale oczywiście szczerze polecam cały album. Będąc bejem, powiedziałbym nawet, że "satysfakcja gwarantowana". Ale nie jestem, i dlatego to powiedziałem.

Paweł Greczyn    
22 września 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019